Ars vivendi

Ciąża to nie choroba, ale też boli

ciąża to nie choroba

Od prawieków kobiety zachodzą w ciążę. Dzięki temu dokulaliśmy się jakoś do tego roku 2018. Nasi praprzodkowie wiedzieli, co robią, nazywając ten stan “ciążą”, bo kobieta otrzymuje na 9 miesiecy ładunek, który staje się coraz cięższy. Ten “ciężar”, inaczej “brzemię”, to żywobyt (baaardzo luźne tłumaczenie z ang. human being), który nic jeszcze nie wie o świecie. Nie wie, że ciąża, której jest przyczyną, powoduje wiele konfuzji w miejscach tak mało przytulnych jak kolejka do kasy czy autobus, gdzie normalny na co dzień człowiek zmienia się w drapieżnego homo consumens lub homo movens…

Kobiety w ciąży często narzekają, że rzadko są przepuszczane we wspomnianej kolejce do kasy czy okienka albo rzadko ustępuje im się miejsca w autobusie. Przeciwnicy dawania forów brzemiennym argumentują, że ciąża to nie choroba i stąd nie ma powodów, aby traktować ten czas jako uprzywilejowany. Można więc wnosić, że ci przeciwnicy ustępują tylko osobom chorym, np. jak ktoś ma grypę albo nadciśnienie… Na potrzeby niniejszego tekstu podzielę przeciwników na biernych (sami z siebie nie zaproponują nic kobiecie ciężarnej, ale gdy ta poprosi, chętnie ustąpią) oraz czynnych (w ogóle nie ustąpią albo ustąpią, komentując w przykry sposób).

Jakie pobudki mają przeciwnicy bierni: Często na początku nie widać, czy kobieta jest w ciąży – w tak zwanym pierwszym trymestrze. W drugim widać bardziej, choć mogą być wątpliwości, czy to nie jest po prostu tusza. W trzecim trymestrze już jest najmniej dwuznacznie, zwłaszcza latem, ale nadal można się czasem pomylić. To zagrożenie pomyłką odstrasza od proponowania pierwszeństwa w kolejce albo swojego wygrzanego już miejsca przy oknie. Ludzie boją się bardzo, że zagadnięta kobieta odpowie:

“Dziękuję, ale ja nie jestem w ciąży. Ja jestem tylko gruba”.

Dla wrażliwych to niewysłowiona gafa, niemożliwa do obrócenia w żart.

Gruboskórni (czynni) natomiast wiedzą jedno – ciężarna ma siedzieć w domu; skoro chciała mieć dziecko, niech teraz się męczy; mnie nikt nie ustępował w latach osiemdziesiątych, więc z zemsty będę kontynuować tę niecną tradycję; w czym ona jest lepsza ode mnie; dlaczego przytoczyła się z tym brzuchem akurat teraz, a nie 10 minut później; wszyscy się spieszymy, życie to nie przelewki, a ona nam tu opóźnia i przeszkadza, jak wirus wtargnęła w nasz doskonały układ sklepowy/autobusowy; tak jej ciężko, więc po co wychodzi z domu; i co ona tam w ogóle kupuje? tusz do rzęs??? I mój ulubiony argument:

“Jeśli nie może stać, to po co chodzi?”

Tak jakby to było to samo.

*

Czy rzeczywiście kobieta w ciąży to wróg publiczny numer 1? Jak Al Capone w spódnicy-namiocie albo Bonnie Parker z workiem pełnym jeszcze pachnących bankiem pieniędzy (ta od Clyde’a). Obróćmy się teraz o 180 stopni i wejdźmy w skórę osoby, która ma we własnym ciele inną osobę. Co odczuwa? Cieszy się, że ma dziecko; jest dumna, że ma dziecko; martwi się, jak to będzie; boi się porodu; ciężko jej chodzić i szybko się męczy, ale nie chce kisić się w domu, tylko wyjść do ludzi i czerpać energię życiową chociażby z widoku zajętych swoimi sprawami nieznajomych; ciężko jej, ale powolnym krokiem dotrze w końcu do sklepu/autobusu/urzędu/ginekologa, załatwi co trzeba i co musi, by potem w równie żółwim tempie dowlec się do domu i tam opaść na łóżko celem odpocznienia; leżąc, zobaczy siebie oczyma wyobraźni, jak słodkiemu maleństwu czyta pierwszą bajkę

Samopoczucie kobiety brzemiennej zależy od trymestru oraz przebiegu ciąży.

Jeśli ciąża jest zagrożona, to kobieta najczęściej właśnie siedzi w domu, a właściwie leży (w bardzo trudnych wypadkach leży w szpitalu). Jeśli mimo wszystko może trochę wyjść z domu, to zawsze bardzo ostrożnie, powoli i w najwyższym możliwym komforcie.
W przypadku ciąży o tzw. normalnym przebiegu pierwsze trzy miesiące to słynne nudności i senność, niechęć do jedzenia, totalna niemoc. Kobieta chce się tylko położyć i żeby nikt do niej nic nie mówił. Niech kołdrzane fale unoszą ją z dala od zgiełku tego rozkrzyczanego świata.
Kolejne trzy miesiące przywracają kobietę do świata przytomnych oraz zainteresowanych przyjemnościami i uciechami. Co się psychicznie polepszy, to się fizycznie pogorszy, bo wraz ze wzrostem brzucha kobieta zaczyna odczuwać rzeczywisty cieżar. Skoro ciężar, to ciężko jej tak ciągle coś przed sobą nosić. W ogóle coraz bardziej ciężko odnośnie wszystkiego – chodzić, stać, leżeć, długo siedzieć, wytrzymać bez wc. Jednym słowem, tolerancja wysiłku maleje do wartości progowych, a kobieta zamienia się stopniowo w homo physiologus – ciało staje się głównym elementem jej egzystencji, jego monotonny monolog rozbrzmiewa nieprzerwanie w dzień i w nocy.
Ostatni trymestr przynosi zmniejszenie wytrzymałości niemal do zera, ciężar brzucha nie tylko sam w sobie jest ciężki, ale wywiera wpływ na resztę ciała, boli kręgosłup, kość łonowa, kolana, mogą puchnąć nogi – to wszystko powoduje ból. Kobieta męczy się czymkolwiek w ekspresowym tempie. Gdy tylko stanie w miejscu, nogi zaczynają momentalnie boleć, jakby jakiś olbrzym przyduszał od góry, trzeba dreptać, żeby wytrzymać. Trzeba się przede wszystkim oszczędzać, żeby dziecko mogło spokojnie się rozwijać, pływając najdłużej jak się da w swojskich wodach płodowych, czyli tam, gdzie mu najlepiej.

Ciąża to nie choroba,

ale po samym opisie dolegliwości można by się pomylić. Zresztą, czy w dawaniu forów w miejscach publicznych chodzi o chorobę? Raczej o niepełnosprawność lub wiek. Przepuszczamy ludzi starszych oraz o kulach (lub innej zauważalnej trudności w poruszaniu się), bo ciężko im stać (jak kobiecie w zaawansowanej ciąży). Chcemy im ulżyć, ułatwić, żeby się tak nie męczyli. Starsi ludzie nie mogą stać z zasady nie z powodu choroby, tylko z powodu stanu organizmu wywołanego wiekiem. Bez sensu jest zatem komentarz: chciała mieć dziecko, to niech się teraz męczy. A do starszej osoby co powiemy? Chciał żyć długo, to niech teraz ma?
Starszych szanujemy, niepełnosprawnym współczujemy. A brzemiennym? Hm…. Ot, taka zagwozdka.

Rozumiem to, że stanie w kolejce lub jazda autobusem nie należą do rozrywek. Są nudne. Zwłaszcza kolejka to samo zło. W kolejce nie ma profesora, lekarza, handlowca, fryzjera, kierowcy. Jest za to osobna kategoria ludzi kolejkowych lub autobusowych, bardzo drażliwa, skoncentrowana na celu i na bezproblemowym przetrwaniu tego nieznośngo czasu do jego osiągnięcia. Jeśli pojawia się jakieś utrudnienie, oddalające cel, w ludziach budzą się demony (u bardziej tradycyjnych budzi się złośliwe dytko). Jeśli tym utrudnienim jest kobieta w ciąży, która prosi o ustąpienie jej (albo ewidentnie marzy o tym, stojąc w milczeniu), można dla uspokojenia przypomnieć sobie, że jest to osoba w stanie błogosławionym, w stanie niezwykłym. Bo oto patrzymy niby na kobietę, a tam w środku niej jest najprawdziwszy człowiek. Żywobyt, który zaczyna się w kobiecie. W chwili narodzin będzie miał prawie rok. Czyż to nie cudowne?

Chociaż z drugiej strony, jakiż to cud.

Przecież to bardzo powszechne zjawisko nie tylko wśród ludzi, ale też u zwierząt. Coś zupełnie naturalnego. Jak odżywianie na przykład albo spanie. Powiedzmy więc, że jest to najbardziej naturalny cud na świecie. Takie podejście powinno wystarczyć przeciwnikom, aby zagryźli wargi lub zmełli w ustach przekleństwo i ułatwili brzemiennej jej bolesny żywot.

Czy możesz przepuścić moją mamę?

Czy zastanawialiście się kiedyś, skąd się wziął zwyczaj dawania forów kobietom spodziewających się potomka? Ze średniowiecza raczej nie. Ludzie rzadko wtedy coś kupowali, na jarmarku przy kramie kłębiła się ciżba, ale raczej ciesząca oczy kolorowymi i smakowitymi towarami niż rzeczywiście coś nabywająca. Autobusami jeździli raz w roku na Wielkanoc i to tylko trzy przystanki dla szpanu (od ratusza, koło miejskiego spichlerza, przy wyrwie w murach obronnych kończąc):

Pani dobrodzieyko, już tyle lat tu jeżdżę i jeszcze tej wyrwy ńje zamurowali. Rajcy waśnie toczą o nowe lokacye nad rzeką, a tutaj poprzez tę dziurę tak wieye od pól. Jak smok jaki lub potwór inszy nadeydzie, marna nasza dola. Daj, ać ja wysiendę, a ty jiydź daley.

A zatem zwyczaj musi być stosunkowo nowy. Jako że zakupowanie i transportowanie się weszły na stałe do zestawu najczęstszych czynności, warto by uregulować pewne jego aspekty, które poniżej przedstawię. Najlepiej w toku debaty publicznej.

Mianowicie:

– Aby z góry rozstrzygać wątpliwości co do istnienia ciąży, może kobieta brzemienna powinna w charakterystyczny sposób wypinać brzuch do przodu, gdy jest on jeszcze mały albo jakoś tak nieforemny, że nie wiadomo.

– Może jakiś inny sygnał powinna wysyłać, by zaakcentować swój stan współobywatelom nieświadomym lub zdezorientowanym. Nie mówię o emitowaniu różowego (lub niebieskiego, gdy chłopiec; zielone – nie chcę znać płci) światła czy klaksonie. Ale taka kropka na czole jak w Indiach już by mogła załatwić sprawę. Czoło ma każdy, najwyżej grzywkę na te 9 miesięcy się skróci lub do góry spinką podepnie. Dobra okazja dla przedsiębiorczych do rozkręcenia produkcji specjalnych bezchemicznych farb do malowania na twarzy lub naklejanych kropek w dowolnej wersji (brokatowe, matowe, z hologramem, wersja dzienna lub wieczorowa, odcień koloru dostosowany do karnacji).

– Jeśli kropka nie podoba się, to może dyskretny, ale jednak widoczny i charakterystyczny napis na czole, typu WC (= w ciąży). Dla znudzonych niemiłymi sytuacjami wersja TG (= tylko gruba).

– Jeśli brzemienna jest w sklepie z mężem, to czy kolejkowicze powinni przepuszczać ją i męża? Przecież mąż nie jest w ciąży i spokojnie może stać, a żona w tym czasie usiąść sobie i poczekać, o ile jest gdzieś ławka. Skłaniam się ku temu, że jeśli rzeczywiście jest w tym sklepie miejsce do siedzenia, to mąż zajmuje się zakupami, a żona przeczekuje na ławce.

Bo to chyba denerwujące, przepuszczać zdrowego faceta.

Ale nie jestem pewna. Chętnie dowiedziałabym się z debaty publicznej, co myślą inni. Jeśli nie ma gdzie usiąść, to oczywiście przechodzi mąż też i cieszy się. Nawiasem mówiąc, po całym świecie powinny być w regularnych odstępach postawione ławki, bo kobieta w trzecim trymestrze musi często odpoczywać.

– Jeśli wszyscy przepuszczają brzemienną do kasy, a ona tu nagle kładzie na taśmie piwo, to czy powinna zostać cofnięta? Jak w grze Eurobusiness – wracasz na koniec kolejki, nie przechodzisz przez start, nie otrzymujesz 400 dolarów. A jeśli kobieta powie, że właśnie remontuje swoje domy i piwo jest dla fachowców, to nie powinniśmy jej wierzyć. Na nic upór, kobieta wychodzi wolna ze sklepu (może iść nawet prosto do Wiednia).

– Wracając do tuszu do rzęs. Ktoś może się rozczarować, że tak banalna rzecz może być powodem opóźnienia kolejkowego. Przydałoby się zatem określić dozwolony koszyk zakupów, który może nabywać ciężarna. Osobiście uważam jednak, że kosmetyki z racji swej małej wagi i pozytywnego wpływu na psychikę powinny się tam również znaleźć. Kobieta w ciąży mimo bólu też by chciała wyjść z domu. Czasem coś kupić małego lub lekkiego, jedną rzecz, choćby papier toaletowy. Zwłaszcza, gdy ma już dziecko starsze lub dzieci i chce przy okazji na chwilę odsapnąć, rozpuścić myśli, zebrać się w sobie.

– Kto powinien wychodzić z inicjatywą ustąpienia miejsca? Brzemienna czy współplemieniec? Raczej ten drugi, ale jeśli nikt się nie kwapi, to dalej kobieto, domagaj się swego. Żebym potem nie słyszała:

“- Stałam dwie godziny i nikt mnie nie przepuścił. – A zapytałaś? – Nie.”

Wiadomo, że ludzie liczą na drapane, dlatego trzeba ich odpowiednio przymusić. “-Trochę głupio tak wymagać – przepuśćcie mnie!”. Nie trzeba od razu wymagać, wystarczy uprzejme pytanie “Przepraszam, czy mogę wejść pierwsza/usiąść tu, bo jestem w ciąży?” Prosząc o przepuszczenie, kobieta nie powinna być przy pierwszym pytaniu bezczelna ani władcza, bo to działa na ludzi jak płachta na byka. Nic nie denerwuje ludzi bardziej niż nieoglądająca się na innych, buńczuczna kobieta w ciąży, która wtargnęła jak wicher i rządzi się. Dlatego po pozytywnej reakcji powinna podziękować. Wychodząc z gabinetu albo odchodząc od kasy może skinąć życzliwie osobie, która jest za nią lub jej ustąpiła. Oczywiście w przypadku reakcji negatywnej trzeba zwiększyć nacisk psychologiczny i nie odpuszczać. Tu chodzi w końcu o zdrowie dziecka.

– Kobieta w ciąży raczej wie, na ile wysiłku może sobie pozwolić. Potrafi wyczuć, czy może stać i nie powinna wykorzystywać sytuacji. Jednak osoba, która jest proszona o przepuszczenie powinna zawsze domniemywać, że ciężarnej jest albo ciężko (czuje ból lub wyczerpanie), albo ciąża jest zagrożona.

– Stając w kolejce w sklepie lub u lekarza powinniśmy pogodzić się z tym, że może za chwilę przyjdzie kobieta w ciąży i trzeba będzie ją przepuścić (nawet jeśli będzie arogancka). Tak samo siadając w autobusie. Takie lekko pesymistyczne nastawienie jest bardzo wskazane. Zwłaszcza, gdy stajesz w kolejce do kasy dla kobiet w ciąży, bo jest krótka i liczysz na szybkie obsłużenie.

Niu, niu, ty mały spryciarzu.

– Fajnie, gdyby w toku debaty publicznej ustalono, czy w skrajnych przypadkach ciężarna ma ustąpić osobie starszej, czy na odwrót. Co do osób starszych i niepełnosprawnych wiadomo, że stanie boli, mogą się też bardzo poturbować przy nagłym hamowaniu autobusu. Co do ciężarnej, to nie wiadomo do końca, jak się czuje, ile wytrzyma, na pewno jednak trzeba ją chronić przed upadkiem.

– W sumie tych sytuacji z przepuszczaniem/ustępowaniem nie ma tak wiele. Mnie samej zdarzają się niesłychanie rzadko. Jeśli jednak ktoś jest wyjątkowym “pechowcem”, to może by wprowadzić zasadę, że np. 10 razy na rok zwalnia cię z dalszego ustępowania. “Bardzo mi przykro, jest pani już jedenasta w tym roku. Proszę zapytać kogoś z mniejszym licznikiem”.

Może w toku ewolucji ludzkości dojdziemy do czasów, gdy publicznie pojawiać się będą 80-letnie staruszki z nogą w gipsie i w stanie wskazującym na wysoką zawartość dziecka w ciele. Wtedy nie będzie problemu. No chyba, że taka kobieta wyciągnie z koszyka na zakupy smalec i poda kasjerce ze słowami: Priorytetem proszę. Brrr…

*

Wracam teraz do ciebie, przeciwniku czynny, i apeluję. Jeśli wkurzy cię następnym razem, że baba w ciąży “wpycha się” do kolejki, pomyśl, że wraz z nią wpycha się mała istotka. Nie musisz patrzeć w oczy matce ani jej szanować (chociaż przypominam, że należy szanować wszystkich), ale uszanuj w sposób szczególny to dziecko szykujące się do życia w outdoorze. Ono tam jest, gdyby tak nagle brzuch stał się przezroczysty, to byśmy to dziecko zobaczyli, jak oczy zaciska i rączki kuli.

A jakie są moje doświadczenia?

Jedna ciąża normalna i jedna zagrożona (spędzona w domu). Obie utrzymane do 40 tygodnia. Wychodząc z domu w tej normalnej miałam wrażenie, że tak będę się czuła w wieku 80 lat, zamieniłam się w staruszkę bez zmarszczek. W niektórych sklepach kasjerki same wołały mnie do przodu. W innych kasach dla ciężarnych zapytywałam pierwszą oczekującą osobę o przepuszczenie (następował mały chaos, bo towary rozłożone i nie było miejsca na moje). Gdzie indziej przepuszczano mnie czasem z mężem, a czasem siadałam sobie i czekałam na niego. Zdarzało się, że stawałam na końcu kolejki i było mi głupio domagać się swojego (do momentu, gdy już nie mogłam wytrzymać). Autobusów nie pamiętam, może zdarzyło się tam coś takiego, co wymazałam z pamięci? Może ktoś powiedział mi coś przykrego?

Ciąża to nie choroba, ale na taką wygląda.

A wszystko przez to, że człowiek zaczyna się w brzuchu u drugiego człowieka! Czyż to nie fascynujące? Mógłby przecież dojrzewać gdzieś w dziupli albo w jaju, nie byłoby problemu. Takie jajo trzeba by tylko trzymać w cieple do rozwiązania (albo raczej rozbicia skorupki). Wtedy może nawet w sprzedaży byłyby specjalne inkubatory dla bogatych rodzin (samoregulująca się temperatura, imitacja pępowiny, wody filtrowane codzienne o 24:00). A biedni i minimalistyczni trzymaliby jajo po prostu pod kołdrą puchową. Taka samą, pod którą zaraz sama się położę, bo oczywiście piszę w nocy.

I co myślisz?

 


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Niechaj połączy nas internetowa więź!

Follow my blog on Follow

1 thought on “Ciąża to nie choroba, ale też boli”

  1. Myślę o tym naklejkobiznesie… Trzecie oko ciężarnej Shivy… Przygarnij ciężarnego kropka na czoło… Jak coś wymyślę, zaproponuję Ci udziały 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.