Varia

Cóż tam, panie, w Internecie? Blogerzy trzymają się mocno! (Share Week 2018)

share week 2018

Terra interneta magna est – napisał młody mnich o szczerych oczach po matce i skórzanym pasku po ojcu. Biedak nie zdążył postawić kropki, bo właśnie zaczęto bić w dzwony na alarm. Nigdy już zresztą nie dokończył swego zdania, bo jeszcze tego samego wieczora postradał życie wraz z blisko setką współbraci. Wikingowie nikogo nie oszczędzili. Złote lichtarze zagrabione, święte księgi popalone, tłuste kury zjedzone. Skórzany pasek przepadł, wdeptany w ziemię przez zamorskich bandytów, gdy podczas czwartej z kolei uczty na dziedzińcu klasztoru niejaki Gunnar Larsson rzucił ciężką drewnianą ławę w zwolenników Jorunda Björnsona, zwanego nie bez powodu Żelaznym Grzmotem…

Nigdy nie dowiemy się, co mnich-futurysta miał konkretnie na myśli i co zamierzał dalej napisać. W każdym razie na pewno się nie pomylił. Internet rozszerza się jak kosmos, a część jego orbes caelestes to blogi, których niedługo będzie więcej niż pyłków w Mgławicy Wergiliusza (nawiasem mówiąc zbliża się ona nieubłaganie do Ziemi i zaćmi nam księżyc na cały miesiąc w 2037 roku). Aby nie pogubić się pośród takiej mnogości blogów, pewien dobry człowiek wymyślił akcję, podczas której każdy bloger może głosować na trzy blogi, które poleca, a dobry człowiek po mozolnym podliczeniu głosów opublikuje obszerną listę laureatów. Ki diabeł? – pomyślisz, – łon nominuje łonego, a łon łonego?

(…) A to Share Week właśnie.

Późniejszy dopisek na życzenie Ingolfa syna Knuta: Zasady konkursu znajdują się na stronie andrzejtucholski.pl.

Oto blogi, na które oddaję moje głosy w Share Week 2018:

Happyholic – blog o samorozwoju i strategiach optymistycznego życia. Do bardzo niedawna jedyny, który przeczytałam od deski do deski. Teksty pisane są spokojnie, przejrzystym językiem. Ich długość i kompleksowość czasami mnie zadziwia. Autorka bloga jawi mi się jako osoba pełna refleksji, analizująca rzeczywistość, nastawiona na znajdowanie sposobów na szczęśliwe życie i miłośniczka stopniowego wdrażania ich na co dzień. Wydaje mi się po prostu sympatyczna i zrównoważona. Na tym blogu nie ma krzyku, wulgaryzmów, tanich chwytów. Wpisy nie pojawiają się co trzy dni, co dla mnie jest zaletą, bo nie ma czasu tak często czytać blogów, nie mówiąc o obserwowaniu ich autorów na Instagramie, jak siedzą w restauracji albo prezentują zawartość parapetu kuchennego – dla mnie to zbędne działania, mające na celu zachowanie ciągłego kontaktu z czytelnikiem. Ja wiem, które blogi lubię i sama je regularnie odwiedzam.

Mamarak – blog o pracach plastycznych, artystycznej edukacji i kreatywnych eksperymentach z kredką lub pędzlem w ręku. Jeju, jak mi się ten blog podoba, a znam go zaledwie tydzień, odkąd przeglądałam zwycięzców poprzedniego Share Week. Zamierzam przeczytać i obejrzeć całe archiwum. Rozsądnie napisane teksty, wszechobecne kolory, ciekawe i wykonalne pomysły, a także funkcjonalny układ bardzo mnie zachwyciły. Mimo że blog ma na myśli pracę z dziećmi, to powinien spodobać się także propagatorom uważnego życia oraz każdemu, kto chce wyrwać się z rutyny, powrócić do malowania, wykonać samodzielnie mały majsterstück. Idę kupić sztalugę i kilogram soli.

Oszczędnicka – blog o rozsądnym podejściu do pieniędzy. Drugi, który przeczytałam w całości, a to dzięki bardzo ładnie skonstruowanemu spisowi treści (choć nie jest tak zabawny jak mój). Trafiłam tu przypadkiem, wpisując w Google “ile kosztuje podróż dookoła świata”. Tak, Oszczędnicka umie korzystać z życia, a przy tym zachowuje trzeźwość w wydatkach. Jej wpisy poruszyły gospodarne struny mojej dwoistej duszy, nagle wszystko stało się jasne, a ja prostą ścieżką wyszłam z lasu konsumpcjonizmu. Ciekawe są comiesięczne podsumowania budżetu z dokładnym wyliczeniem, na co rodzina Oszczędnickich wydaje pieniądze. Można się porównać, zastanowić, zadumać. A i Szkoła pod Żaglami się tam przewija, tak że nic tylko prawy foka szot luz i czytać.

A oto blogi, które również mnie w ostatnim czasie zaciekawiły i będę je sobie stopniowo czytać (póki co zapisałam w Planniku):

aleksandrakaliszan.com – blog nazywa się Chasing Colors i jest o dostrzeganiu kolorów w otaczającym świecie

jangrochocki.pl – blog o introligatorstwie i tajemnicach książek

maciejwojtas.pl – copywriting, storytelling, bloging, interwieving, fairy tales creating and much moring, a to wszystko z giętkim wykorzystaniem zasobów języka polskiego, co się bardzo chwali

Jednocześnie w tym miejscu chciałabym wyjaśnić, dlaczego nie nominuję w tegorocznym Share Week powyższego bloga. Mama napisała mi usprawiedliwienie:

USPRAWIEDLIWIENIE
Proszę o usprawiedliwienie mojej córki Tuli z niegłosowania na maciejwojtas.pl w konkursie Share Week 2018 z powodu choroby wyjazdu chęci zmotywowania Autora ww. bloga do podjęcia podróży celem realizacji tkwiących głęboko, a domagających się większej uwagi i czasu życzeń odnośnie rzeczywistości, co zwie się potocznie “pójściem za marzeniami”, przy czym chciałabym nadmienić, iż według córki niekoniecznie miałyby to być bajki dla dzieci, a raczej kryminały (np. takie), gdzie Autor bloga w końcu mógłby uczynić praktyczny użytek z muzycznego wykształcenia, a nie tylko z umiejętności znajdywania słów tam, gdzie ich na pozór nie ma.
Moja Mama

 

A teraz idę spać, bo jak zwykle piszę w nocy. Chciałabym choć raz wyspać się jak normalny, przeciętny Wyspiański.

PS  Bardzo chciałam użyć w tym tekście cytatu “Trza być w butach na weselu”, ale nijak mi to nie pasowało, wszystko zdawało się przesadnie naciągane. Jakoś nie dałam rady nawet nawiązać do kaloszy Hunter. Również Ingolf syn Knuta (podrudawy łucznik z dziwną wysypką) musi poczekać na inną okazję. Ech, chochoł by się uśmiał (cho cho cho…).

PS 2  Ej, Ingolf syn Knuta właśnie do mnie zadzwonił, że zapomniałam podać linku do strony z konkursem. Ledwo go zrozumiałam, to było coś w stylu (podaję fonetycznie):

Haa Ingolf-Knütson! Du-skrjeef-ikenlenke- tilsiidn—deeele-wek!

Jako że nie mówię w ogóle po norwesku, to tylko potakiwałam: Tak, tak. W sumie nawet dobrze wyszło, bo “takk” znaczy “dziękuję” w śpiewnym języku norszk.

PS 3  Tylko nie wpisujcie w Google “Mgławica Wergiliusza”, bo możecie się bardzo zdziwić, a po co sobie psuć humor na Święta.

PS 4  Hm, coś jest nie tak… Jeśli w PS 1 piszę, że nie wymieniłam w tekście Ingolfa, a potem w  PS 2 on dzwoni, po czym dopisuję go, to PS 1 się dezaktualizuje… Ale PS 1 był w tekście wcześniej niż dopisek z linkiem do strony konkursu. Jedno wynika z drugiego chronologicznie. Uch… To co teraz zrobić? W sumie, taka jakby pętla czasu? Brr… Lepiej szybko przeczytać poniższe życzenia:

 

Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!!!
Abyśmy wszyscy rozpoczynający “ab ovo” rzeczywiście dotarli “usque ad mala”.
Wersja dla wegan: “Ab avena usque ad mala”.
życzy Tula

 


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Niechaj połączy nas internetowa więź!

Follow my blog on Follow on Bloglovin

 

Będę oszołomiona, jeśli udostępnisz ten wpis, klikając na f-jak-Facebook:

4 thoughts on “Cóż tam, panie, w Internecie? Blogerzy trzymają się mocno! (Share Week 2018)”

  1. No i pięknie… I teraz ja, zagorzała przeciwniczka spędzania czasu na czytaniu blogów, będę musiała zajrzeć na tego Mamaraka…
    Dzięki, wjeeesz…
    (foch)

    1. Uważam, że warto. Na przykład w zamian za “zmarnowany” tam czas możesz mniej sprzątać, mniej gotować, mniej spać… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.