Varia

Dawno temu w torcie (moje życzenia urodzinowe)

życzenia rodzinowe

Miesiąc temu miałam urodziny. Urodziny to taki dziwny dzień, w którym coś się jednocześnie kończy i jednocześnie zaczyna. Przykładowo, kończysz 37 lat i zaczynasz mieć 37 lat. W dzieciństwie nie mogłam zrozumieć tego fenomenu. Jak to? Skończyłam 8 lat, no to mam teraz 9? Nie? Mam dopiero 8? W takim razie skończyłam 7… Taka moja kolejna zagwozdka.

Z okazji urodzin

dostałam wiele miłych życzeń od dobrych ludzi. Jeden dobry człowiek (nie wiem, czy mogę zdradzić – kto) życzył mi zdobycia nagrody Nobla. Zaskoczyło mnie to – skąd taki pomysł?! W końcu mnie oświeciło, że chodzi o pokojową nagrodę Nobla, którą otrzymam, gdy w końcu posprzątam pokój. Obiecuję, że stanie się to jeszcze w tym roku, nim pierwsze liście zaczną opadać z drzew.

Zauważyłam, że nikt z owych dobrych ludzi nie zastosował mojej propozycji precyzowania życzeń. Może jest zbyt kontrowersyjna, może trzeba poczekać jeszcze kilka lat, aż ludzkość weźmie się w końcu za wytrzepanie gramatycznych poduszek. Tymczasem to, co przynajmniej możemy uczynić, to przestać mówić “W dniu urodzin życzę Ci…”. Bo takie słowa można negatywnie rozumieć – że szczęście ma się ograniczyć tylko do najbliższych 24 godzin.

Dostałam sporo prezentów – niektóre mogę skreślić z mojej listy “do posiadania”. To takie rzeczy, których kupienia nie można nijak zastąpić – nie da się ich wypożyczyć, zrobić samemu ani z nich zrezygnować.

życzenia urodzinowe

Zdmuchując świeczkę

na urodzinowym torcie zapomniałam pomyśleć marzenie. To może teraz to zrobię? Napiszę tutaj cichutko kilka pobożnych myśli. Uwaga, świeczka gorzeje, na niby nabieram powietrza i udaję, że na publicznym blogu wypisuję moje najskrytsze marzenia. Oto one…

Kategoria: umiejętności

– Mieć taką magiczną moc, żeby jedynie ruchem ręki wytwarzać migoczący złoty pył. Np. kreśląc koła w powietrzu albo pstrykając palcami. Albo klaszcząc w dłonie. Po co mi to? Nie wiem… Mogłabym rozbawiać zasmucone dzieci lub zadziwiać te, które wrzeszczą wniebogłosy w sklepie. Zarabiać w ten sposób na bocznej uliczce od Rynku, gdyby nagle wybuchła wojna. Tak, dobrze mieć prosty fach w ręku, który w razie wojny umożliwi nam zapewniającą jako takie przeżycie wymianę handlową. A Ty co mógłbyś robić? Prowadzenie bloga, masaż ziołowymi stemplami i bycie specjalistą od rekrutacji albo BHP z wiadomych względów nie wchodzą w grę.

Kategoria: umowa o dzieło

– Zostać zaangażowana przez Pixar (to stare marzenie, obecnie to oczywiście część The Walt Disney Company) do zdalnej pracy tymczasowej przy produkcji filmu animowanego. Być tam odpowiedzialna za czteroplanową postać. Musiałabym stworzyć całą dotychczasową historię tej postaci, opisać jej osobowość, wady, zalety, słabości, pragnienia, sposób mówienia itp. Współpracować z grafikami nad koncepcją jej wyglądu. To postać z dalszego planu, powie jedno zdanie w bajce. Może nawet jej nie zapamiętacie. Bo tak znakomicie wpasuje się w opowieść, że będzie tym detalem, o którym widz nie ma pojęcia, gdy chłonie główne wątki. To dlatego na kursach online Pixara najpierw zapoznajemy się z mechanizmem pracy odkurzacza.*

Kategoria: rozrywka

– Zagrać w filmie z Leonardo DiCaprio. Jako jakaś poboczna postać. Np. DiCaprio siedzi w kawiarni z byłą żoną. Wyjątkowo ma na sobie koszulę w kratę w duży biało-szaro-czarny gradient. Kobieta wygląda, jakby właśnie przed chwilą biegała w miejskim parku (włosy skołtunione, liść pod butem). Jedzą deser z chia i malinami. Oboje denerwują się, bo jest problem, a już minęły cztery dni i nie wiadomo, co zrobić. Dzwonili do tego faceta, co im polecił sąsiad z kamienicy (ten ze skandynawską karnacją), ale jeszcze nie dostali odpowiedzi. Myślą nad innym rozwiązaniem, trzeba by ruszyć pieniądze z banku. Po rozwodzie zlikwidowali wzajemne pełnomocnictwa. DiCaprio wkurzony opiera się o krzesło (właściwie taka kawiarniana pseudoskórzana ławka), skubie palcami górną wargę. Myśli, jak bardzo nienawidzi byłej żony. Ona z kolei widzi, jak bardzo on się postarzał, podupadł. Krótka retrospekcja z pierwszych lat małżeństwa – młodzi, piją wino na plaży, gdy w krzakach nagle pojawiają się dwa warczące psy. A nie, jednak scena ze wspomnieniem wycięta, zbyt kiczowata. Była żona podnosi do ust łyżeczkę z deserem i wtedy… za oknem na ulicy przechodzę ja. Łyżeczka ląduje na poliku DiCaprio. To żona rzuciła ją z okrzykiem “Alicja!”. Maliny rozbryzgane na oknie, jeszcze widzimy w przelocie, jak dwa warczące psy rzucają się po drugiej stronie szyby, żeby je zlizać. DiCaprio z kwaśną miną wybiega za byłą żoną z kawiarni, bo jeszcze nie w pełni rozumie, o co chodzi. Gonią za mną, ja migam w tłumie przechodniów. “To Alicja, pamiętasz?”. W końcu pod sklepem z rowerami dopadają mnie. Odwracam się zdziwiona. Moje zdziwienie to majstersztyk kinematografii (nie może być inaczej, ćwiczę je pod okiem reżysera przez cały tydzień). “Alicja?…” Kręcąc głową z lekkim niesmakiem powoli odchodzę, zostawiając zziajanych głównych bohaterów znowu z niczym. Bo ja nie jestem Alicja, tylko Katherine. Pierwotnie miałam coś mówić w tej scenie, ale mój angielski brzmiał za bardzo po polsku. Może i mały epizod, ale ja bardzo się cieszę. A i moja postać nadaje akcji nowy bieg. DiCaprio i była żona postanawiają jechać do Alicji, szukać u niej sposobu na wyrwanie się z tarapatów. Ale to już nie jest ta sama Alicja, co 12 lat temu. Co tam się będzie działo…**

kompas

Kategoria: rzeczy

– Sprawić sobie kompas (albo busolę – to jest to samo, tylko że płci żeńskiej???). Jeszcze nie wiem, czy bardziej retro, czy raczej w stylu nowoczesnym. W każdym razie chodzi o to, że ja chodzę późno spać. Więc żeby ten kompas mi zawsze pokazywał, kiedy będzie północ.***

Kategoria: wygląd

– Pierwszy raz w życiu iść pofarbować włosy do fryzjera (a nie w domu rękami Męża) i uzyskać kolor taki, jak miałam w dzieciństwie – złoty blond. I żeby jakimś cudem ten kolor tak mi już został do dziewięćdziesiątki, kiedy to w końcu postanowię z godnością się postarzeć.

Kategoria: blog

– Żeby mój blog stał się bardzo popularny i przynosił Czytającym wiele rozrywki i pożytku. Przy okazji taki mam apel: jeśli ktoś czyta ten blog w miarę regularnie (bo lubi), ale nigdy mi o tym nie powiedział, że czerpie tu jakieś przyjemności ani nie zostawił komentarza, nie polubił fanpage’a, żadnego posta na fanpage’u ani nic nie udostępnił, ani nawet mężowi czy dobrej koleżance słowem się na ten temat nie odezwał, to… teraz jest okazja pourodzinowa coś z tych rzeczy zrobić. Jeśli to jednak ponad siły, to zawsze można do mnie prywatnie na FB napisać, coś tam dobrego rzec (np. “blog ok”), a ja wtedy ucieszę się, zmotywuję do dalszego pisania i w odpowiedzi wyślę mój ulubiony gif z DiCaprio.

Kategoria: organizacja

– Aby pewnego dnia o 23:20 czas się zatrzymał, a ja w tej magicznej przestrzeni czasowej mogła nadrobić wszystkie życiowe zaległości. Np. przeczytać archiwa wszystkich blogów, które mnie zainteresowały i sobie skrupulatnie wypisałam w Planniku, np. ten.

Kategoria: ubrania

– Żebym się w końcu zdecydowała, które kalosze Hunter kupię, gdy nareszcie będą w promocji. Czy matowe, czy błyszczące. Navy blue, fioletowe, a może szare? Czy zachowawczo czarne? Tak czekam na promocję, a jestem totalnie nieprzygotowana. Wiem, wiem, to podświadomy autosabotaż. Bo to takie głupie kupować kalosze za kilkaset złotych, podczas gdy gdzieś tam w ciepłym kraju na szerokiej, olśniewająco białej plaży dużą śpiewającą muszlą bawi się szczęśliwy bosy chłopiec. Jego mama w tym czasie łuska lokalne podłużne fasole, ma ich już prawie pełen wiklinowy koszyk.

muszle

A teraz zdmuchuję świeczkę:

Huuuuuuuch….

Gwiazdorskie objaśnienia:

* Takie moje wymyślonko. Gdzie ja bym tam kursy online Pixara z odkurzaczami robiła, jak ja nawet kurzy porządnie w sobotę nie zetrę.

** O co chodzi z tym DiCaprio?**** Dlaczego on? Czy to jakiś wyjątkowy aktor jest? Nie wiem, ale osobiście lubię, gdy gra w filmie, który akurat oglądam. Może to kwestia tych wyrazistych zmarszczek na czole. Może to, jak widać, że stara się dobrze grać. Bo ja widzę, że on udaje rolę, choćby nie wiem jak autentyczny się wydawał. Widzę te jego procesy myślowe, gdy się przygotowywał do filmu. Oglądam więc zawsze na raz DiCaprio postać i DiCaprio aktora. Mam tak zresztą nie tylko z nim i w niczym mi to nie zaburza śledzenia akcji. Jednocześnie analizuję pracę reżysera i operatora. Myślę sobie np. “o, wstali rano, żeby było takie zimne powietrze” albo “tak ustawili kamerę, żeby słońce błyskało akurat między tymi dwoma drzewami”. Gdybym tak mogła przez dwa miesiące zostać drugą asystentką trzeciego operatora na planie hollywoodzkiej produkcji, to byłabym przeszczęśliwa. Ale to niemożliwe (chlip).

*** Inspirowane żartem bardzo dobrego kolegi mojego Męża – Dominika. Spojrzał raz w przelocie na mój biurowy kompas: Która godzina? O, już północ! Dla mnie to jeden z żartów wszech czasów, po 10 latach pamiętam 🙂

**** Tak, to nazwisko pisze się łącznie – DiCaprio. Też się zdziwiłam.

***** Urodziny urodzinami, ale “nie sposób nie wspomnieć” o pewnej imieninowo-historycznej zagadce. W ramach minirozrywki wakacyjnej proponuję obliczyć, ile razy już mieliście imieniny. Jak to zrobić? Np. w tym roku kończysz 30 lat. Imieniny obchodzisz w miesiącu wypadającym w ciągu roku po urodzinach. W takim razie 1. imieniny miałaś jeszcze przed 1. urodzinami. Zatem w tym roku obejdziesz 31. imieniny. Jeśli natomiast imieniny Twe wypadają w miesiącu przedurodzinowym, to w każdym roku liczba urodzin i imienin będzie równa (bo w tym samym roku były obchodzone po raz pierwszy). Jakież to fascynujące… 😉 Sytuacja niestety komplikuje się, gdy masz na imię Natasza…

Sto lat! Sto lat niech piszę Nam!

 


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Możesz chętnie polubić, nie mam nic przeciwko…

Follow my blog on Follow on Bloglovin

Będę oszołomiona, jeśli udostępnisz ten wpis, klikając na f-jak-Facebook:

2 thoughts on “Dawno temu w torcie (moje życzenia urodzinowe)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.