Tula scribit

Jabn i Jastysis – część VIII

jabn i jastysis

Raz w miesiącu publikuję anegdotę o mężu i żonie. Za każdym razem inną, rzecz jasna. Dzisiaj taką, o proszę. Całkiem składna, zapraszam.

***

Jabn znał wprawdzie język hiszpański, ale nie czuł się nim pewnie.

Jastysis była w tym lepsza, więc stanowiła dla Jabna guru od hiszpańskich słówek i tych dziwnych gramatycznych zasad. Jako guru Jastysis nie miała prawa się pomylić, oczywiście według pokręconego ustawodawstwa Jabna. Bo Jabn miał problem z zapamiętaniem wielu słówek, gdy sam się uczył. Jeśli jednak zdarzyło się, że Jastysis podpowiedziała mu jakieś nowe słówko, którego dotąd nie znał, a po dłuższej chwili Jastysis odwoływała, to co powiedziała, to znaczy stwierdzała, że się pomyliła i podała Jabnowi błędne znaczenie, ten natychmiast emitował pretensje:

– Jak mogłaś?! A ja się już nauczyłem…

Ciekawe, że innych, prostych słówek nie mógł zapamiętać od 10 lat, a te akurat zapamiętywał tak szybko. Jastysis nigdy nie dawała się nabrać na takie teatralne żale.

– Taa, jasssne. Trzeba było sprawdzić w słowniku. A jak jest po hiszpańsku [i tu padało proste słówko, które Jabn powinien już dawno znać, a jakoś nie znał, co obalało kategorycznie jego twierdzenie o natychmiastowym przyswajaniu sobie słówek błędnie podanych przez Jastysis].

Co do słownika, mieli odmienne zdania. Jastysis uważała, że skoro ma przy boku Jabna, to może go od czasu do czasu pytać, co znaczy jakieś angielskie słowo. Ale nie, Jabn nie chciał jej pomóc, a przecież wystarczyło powiedzieć jedno słowo – tłumaczenie.

– Sprawdź sobie w słowniku – słyszała Jastysis, póki jeszcze nie odkryła zatwardziałości słownikowej Jabna.

Albo jeszcze gorsze:

– Od tego masz słownik.

– Hehe – odkryła w końcu – nie chcesz mi nigdy pomóc, bo sam musiałeś wertować słownik miliony razy, gdy uczyłeś się angielskiego. I nie chcesz, żebym ja miała słówka „podane na tacy”.

– Taak, jak przeczytasz słówko, to zapamiętasz szybciej.

– Jasssne, ale jeśli usłyszę je od ciebie, zapamiętam jeszcze szybciej. Poza tym ja też szukałam słówek hiszpańskich w słowniku i wiem, jaka to męczarnia. To dlatego mój słownik tak się rozlatuje, czym ty, rzekomo tak bardzo korzystający ze swoich niemal nowych słowników, tak bardzo gardzisz. Ja kocham mój brudny słownik z poluzowanymi kartkami!

– W moim dużym od angielskiego też się niedawno poluzowały kartki.

– Wiem, bo mi spadł dwa razy.

– Cssso?? – gdyby Jabn był procą, nie wystrzeliłby się szybciej niż teraz wyskoczył z krzesła, by utulić „mój biedny słowniczek…”. – Zabraniam ci z niego korzystać!

– Twój model statku też mi raz spadł, ale zakamuflowałam.

– Cssssso?? – w mgnieniu oka Jabn teleportował się i był przy „ukochanym stateczku”, choć jego postać jakoś tkwiła jeszcze przy słowniku. – Zabraniam ci z niego korzystać!

– Ale ja nie korzystam z twojego statku, wchodzę z nim w kontakt jedynie przy wycieraniu kurzy, przesuwam. Raz spadł, ale nic się nie stało, wyleciały tylko te ludziki…

W każdym razie radykalizm słownikowy Jabna, leżący u podstaw separatyzmu stateczkowego, nie przeszkadzał mu, gdy miał od czasu do czasu przygotować trudną prezentację na kurs językowy, zapytywać głosem słodszym niźli miód ze słonecznej pasieki:

– Pamaażesz mi w hiszpańskim?

I Jastysis, eh…, pamagaała…

***

tutaj znajdziesz dla porządku słowo wyjaśnienia, wstęp i część I. Pozostałe części w zakładce Tula scribit. Tula to ja.

Jeśli jesteś tu pierwszy raz – koniecznie przejrzyj INDEX – tam jest cała Szikerija.


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Możesz chętnie polubić, nie mam nic przeciwko…

Follow my blog on Follow on Bloglovin

Będę oszołomiona, jeśli udostępnisz ten wpis, klikając na f-jak-Facebook:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.