Tula scribit

Jabn i Jastysis – część X

Jabn-i-Jastysis

Jabn i Jastysis mieli w swoim maleńkim mieszkanku

całkiem sporawe okno i zdarzało się, że przez nie wyglądali. Dziś to Jastysis stała w kuchni przy oknie i oglądała piękne kolory wieczornego nieba – granat, turkus i żółty. Czuła, że granat szczególnie bliski jest jej sercu teraz i granatowe są jej zielone oczy. Granatowa jest cisza w jej uszach. Jabn wszedł, zerknął w stronę zlewu i spytał:

– Dlaczego nie pozmywałaś naczyń? – wyszedł i zostawił Żonę rozbitą.

Jastysis pomyślała: Może lepiej w ogóle nie mieć domu, nie tworzyć sztucznego brudu i nieporządku?

Biedna Jastysis, materialny ład jest ważny, ale ważniejszy jest ład w działaniu.

Co z tego, skoro ostatecznym weryfikantem twego człowieczeństwa będą brudne naczynia w zlewie?

Biedna Jastysis, nie chodzi tu o człowieczeństwo, ale o nienawiść rodzaju ludzkiego do widoku brudnych naczyń w zlewie.

A ja nie znoszę widoku blatów kuchennych pozastawianych kurzogennymi bibelotami.

Cóż z tego, wszyscy zwracają uwagę na zlew.

Zlew jest przecież od tego, żeby w nim przez pewien czas leżały brudne naczynia. Kto nie chce, niech nie patrzy.

Kto ma oczy, niech je zamknie? Nie tak łatwo, biedna Jastysis. Jak wiesz, „poznacie je po naczyniach”. Prawidłowe panie domu. Kuchnia z brudnymi naczyniami w zlewie zdradza, że coś jest nie w porządku w tej rodzinie.

Jak to? Znam porządny dom, w którym pasjonowano się hodowaniem pleśni w kubkach z resztkami herbaty i rozstawiano je wszędzie.

Owszem, są wyjątki.

Pamiętaj jednak, że ludzie mają przede wszystkim oczy, uszy i wewnętrzną skalę, według której cię oceniają. Zawsze i wszędzie trwa jedno wielkie wewnętrzne ocenianie.

Oszalałabym, gdybym miała robić coś tylko dlatego, żeby wpasować się w ciasne horyzonty innych. Jestem szczupła, ale nie aż tak.

Twoja wola, Jastysis. Dobranoc.

Dobranoc.

Halo? Z kim ja rozmawiałam?

***

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.