Tula scribit

Jabn i Jastysis – część XI

Jabn-i-Jastysis

W czasach liceum i studiów łatwo było się uczyć języków obcych.

Słówka i zasady jakoś same wchodziły do głowy i zostawały tam w pełni gotowości, by w odpowiedniej chwili przypomnieć się z prędkością światła. Z czasem z umysłem stało się coś dziwnego. Słówka jakoś nie wchodziły, a jak już weszły, to prędko umykały, zamiast dołączyć do swych współbraci. Te, które zgodziły się zostać, zamiast przypominać się szybko, ospale podnosiły oczy, mamrocząc coś pod nosem niewyraźnie. Co gorsza, wiele dawnych napływowych słówek po prostu wyemigrowało i trzeba byłoby ściągać je z powrotem do głowy. Nie było to łatwe, bo dawne metody nie działały na tych rozwydrzonych darmozjadów, teraz chcieli pozytywnych emocji, kolorów, kontekstów, wielokrotnych powtórzeń. Jastysis wykłócała się ze słówkami, na co one jeszcze bardziej się obrażały i trzymały z daleka. Basta – powiedziała w końcu Jastysis – z moją głową wszystko w porządku.

Dałam się nabrać po prostu na to gadanie

o starzejącym się mózgu, że z wiekiem ciężej przychodzi nauka itp. Nie dam się dalej okłamywać, mój umysł jest świeży jak wyciągnięta z pieca bułeczka, a raczej chleb na prawdziwym zakwasie. Zweryfikuję moje dawne metody nauki i będziecie lecieć do mnie jak muchy do sera. To ostatnie skierowane było oczywiście do słówek angielskich, które na szczęście nie znały polskiego, bo złapałyby się za swoje tycie główki nad ignorancją Jastysis.
Odtąd Jastysis, gdy tylko mogła, a mogła często, chwytała za książki z angielskiego, czytała, podkreślała, powtarzała i… szło jej coraz lepiej. Nic dziwnego, przecież umysł się nie starzeje, tylko dawne metody tracą na aktualności. Jabn początkowo patrzył z przymrużeniem oka na to wszystko. Wiedział wszak z doświadczenia, że zapał do nauki języków prędko mija. Pozostają wprawdzie wyrzuty sumienia, ale są normalne, jak poranna senność.
Tymczasem minęły dwa miesiące, a Jastysis nadal siedziała codziennie z angielskim.

Jabn zaczął się wkurzać.

Czy ta Jastysis się aby nie wymądrza? Że jest taka… jakby najleeepsza? Postanowił ignorować. Żeby przypadkiem nie pomyślała, że on też by tak chciał się codziennie uczyć, ale nie ma samozaparcia. Swoją drogą, warto nadmienić, że swojskie określenie samozaparcie przegrało ze światowym motywacja prawdopodobnie z braku łacińskiej etymologii i brzmienia zbytnio kojarzonego z nieprzyjemnym stanem wywołanym nadmiernym spożyciem czekolady. Swoją drogą, warto nadmienić również, iż czekolada składa się głównie z cukru, nawet ta gorzka, więc sensowne byłoby zaprzestanie robienia ludziom wody mózgu i zmianę powszechnie używanej, choć podstępnej, nazwy na cukrolada.
Jabn nie jadł cukrolady i nie miał samozaparcia. Do czasu. Do czasu, gdy zrzucił maskę przyjaznego mecenasa neofilologicznych poczynań Jastysis. Po prostu położył się na krótką drzemkę po obiedzie, która przeciągnęła się do kilku godzin. Śniło mu się, że śpi na kanapie od kilku godzin, a przy stole siedzi naga Jastysis, uśmiecha się zalotnie, zmysłowo założyła nogę na nogę. Jej rzęsy wachlują nieskończenie powoli i dają Jabnowi przyjemny chłód. Jastysis odrzuca do tyłu swe długie włosy i oczom Jabna ukazuje się… cholerna książka do angielskiego! Nim pomyślał, siedział na kanapie, w pełni obudzony, ze śladami poduszki na twarzy.

Gdzie Jastysis?

Aa, siedzi przy stole! Bez książki!
– Robiłaś angielski? – Jabn warknął, choć z nutą żalu.
Jastysis spojrzała tymi swoimi mgielnymi oczami. Stłumiła śmiech.
– Tak, ale już skończyłam na dzisiaj.
Po chwili zaczęła się śmiać:
– Hahaha! „Robiłaś angielski?”. Jaki wyrzut! Co, nie mogę robić angielskiego? To chyba dobrze?
– Ale nie wtedy, gdy ja śpię parę godzin po obiedzie. Wkurzasz mnie, jesteś taka energiczna!
– Halo! To mój tekst! Powiedziałam to do ciebie, gdy ledwo żywa trzymałam się na nogach, a ty skakałeś po drabinach i malowałeś pokój na różowo. Nie dość, że było cię pełno w tym pokoju, to jeszcze wykrzykiwałeś w moją stronę jakieś pytania. A ja chciałam tylko się położyć spać i żeby nikt do mnie nic nie mówił.
– Hehe! – Jabn doszedł do siebie. – Wiesz, śniłaś mi się teraz.

– Tak? A co robiłam?

– Siedziałaś naga przy stole i robiłaś ten cholerny angielski.
– Naga? A skąd wiesz, że to byłam ja?
– Może to ty, a może jakaś inna kobieta…
– Cssso? Tylko ja mogę ci się śnić! Jak tylko zobaczę, że śni ci się jakaś raszpla, to popamiętasz!
– Skąd będziesz wiedziała, kto mi się śni?
– Bo gdy ci się śnię, to wtedy mam takie dziwne uczucie. Z tyłu głowy.
– Naprawdę? Jak to?
– Tak, i jeszcze inne oznaki, jakby omamy. Opowiedzieć ci dokładnie?
– Poproszę.
I Jastysis opowiedziała. Były to takie bzdury, że aż szkoda je tu przytaczać. Ktoś mógłby się wkurzyć.

***


Follow my blog on Follow on Bloglovin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.