Tula scribit

Jabn i Jastysis – część XII

Jabn i Jastysis

Jabn i Jastysis czasami wspominali, leżąc przytuleni.

– Kochanie, pamiętasz nasz pierwszy pocałunek?

– Tak. Podeszłaś do mnie…

– To ty do mnie podszedłeś!

– Nie, nie, to ty. Ja stałem, a ty podeszłaś.

– Jasssne. Już nie pamiętasz…

Mogliby się spierać o to w nieskończoność. Na szczęście Jastysis była z natury i z wyboru ugodowa:

– W każdym razie pocałowaliśmy się. Razem. A pamiętasz, jak na pierwszej randce zapytałam cię: No dobra, spotkaliśmy się, tak jak chciałeś. I co?.

– A ja powiedziałem: I chciałbym się spotkać jeszcze raz i jeszcze…

– To było fajne. Kocham cię.

– A ja ciebie…

– Mmm, no dobra, to co tam mamy w planie?

Jabn i Jastysis mieli specyficzne podejście do spędzania wolnego dnia. Chcieli, by był od rana zaplanowany. Brali kartkę, raz A4, raz mały żółty karteluszek i spisywali „ważne rzeczy do zrobienia na dzisiaj”. Uwielbiali zaczynać dzień ze świadomością, że jest w pełni zaplanowany, czyli że z pewnością go nie zmarnują i zasną wieczorem z czystym sumieniem.

Z realizacją planów było różnie, choć zawsze choć kilka punktów dało się wykreślić z listy. Wiadomo, jak to jest, gdy nagle zachce się w ciągu dnia spać albo poprzytulać, a czas leci. Właściwie przesuwają się wskazówki zegara, bo czas jest przecież nieruchomy. Skąd więc porównanie do lecącego ptaka? Ci nasi przodkowie, którzy wymyślali nasz język, musieli mieć naprawdę dużą wyobraźnię i naprawdę małą wiedzę o świecie.

Planowanie w wykonaniu Jabna i Jastysis mogło wyglądać tak:

– Masz jakieś plany na dzisiaj?

– No, musimy iść po zakupy, potem mieliśmy iść na rower.

– To wiem, ale czy masz jakieś swoje plany?

– Hm, pogram na gitarze i poćwiczę. A ty?

– Jeszcze nie wiem. Czyli po rowerze rozpierzchamy się i każdy robi swoje?

Więc powstawały trzy karteczki albo jedna duża była dzielona na 3 kolumny: Razem, Jastysis, Jabn.

Gdy wspólnych zajęć było więcej, mogło dochodzić do pewnych absurdów. Np. oczywiste czynności dzielone były na podczynności, typu „zacząć szykować obiad”.

Brylowała w tym Jastysis:

– Pociąg odjeżdża 8:30, więc 8:15 musimy być na dworcu. Więc za piętnaście ósma musimy wyjść – planuje Jabn.

– Tak, czyli 7:40 gotowi. W butach – dodaje Jastysis.

Jastysis wie co mówi, tuż przed planowanym wyjściem czas zaczyna lecieć jak szalony, yyy, to znaczy, stoi jak szalony, a pędzą wskazówki zegara. Hm, wskazówki poruszają się jak zawsze, to tylko człowiek traci poczucie (stojącego) czasu i nagle robi się późno. Swoją drogą, ciekawe, czy gdyby tak wyłączyć wszystkie zegary i podrzeć wszystkie kalendarze, to czas stanąłby w miejscu? I gdyby ludzie przestali się starzeć w widoczny sposób? Może to ludzie z tymi swoimi wiecznymi zmianami i rzucaniem się z jednej czynności na drugą stworzyli czas? Albo wywołali go z uśpienia? Czy ktoś kiedyś stworzy odpowiednią kołysankę i położy czas z powrotem do łóżka? A jeśli czasowi zaczną się wtedy śnić koszmary?

Brrr…

***


Follow my blog on Follow on Bloglovin

2 thoughts on “Jabn i Jastysis – część XII”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.