Tula scribit

Jabn i Jastysis – część XVI

To nieprawda, że Jabn był skąpy.

Nie lubił po prostu wydawać pieniędzy na bzdury. Bzdury wg niego to m.in. rzeczy lub usługi, które można naprawdę równie dobrze zrobić samemu. Bzdury to także rzeczy lub usługi, których nie można wprawdzie zrobić tak dobrze samemu (albo można, ale z trudem), które jednak nie są zupełnie do niczego potrzebne i służą tylko do naciągania ludzi przy pomocy swego entourage’u i rzekomych cudownych emocji czy innych skutków, czyli, chciałoby się powiedzieć, takie wyleniałe koty w atłasowych workach.
Jabn nie lubił chodzić do kawiarni, żeby „tamsiedziećipićjakieśwymyślneczekoladyiwdychaćdymnuuuuuuda”.

A Jastysis lubiła bardzo wszelkie kawiarniane pyszności,

zwłaszcza zawierające czekoladę, lody i truskawki. Rzadko udawało jej się namówić Jabna na coś słodkiego (lub gorzkiego ze słodkim), z biegiem lat coraz rzadziej. Jabn wiedział, że powinien przymusić się i częściej zaglądać z Jastysis do krainy ambrozji, ale nie chciał robić czegoś wbrew sobie. Jastysis ubolewała, ale z drugiej strony doceniała, że Jabn stawia na pierwszym miejscu siebie, bo w końcu tylko on jeden na calutkim świecie jest sobą samym. Poza tym miała koleżanki, z którymi chętnie umawiała się na mieście, nie musi to być zaraz Jabn. Poza tym Jabn od czasu do czasu zaskakiwał ją – towarzyszył w czymś lub kupował jej coś, za czym sam nie przepadał. Czy robił to dla przyjemności Jastysis, czy też własnej wynikającej z uradowania i zaskoczenia ukochanej (zwanej czasem piękną), nie wiadomo. Z kolei Jastysis, jako zapamiętała kolekcjonerka przyjemności, cieszyła się z każdej, w której współniewinnym był jej mąż, dla niej uosobienie przyjemności samo w sobie.

Jabn był podstępny.

Jastysis ceniła dobry podstęp, to znaczy taki, który wymaga wykazania się dobrym kojarzeniem faktów i wyczuciem chwili, jest na tyle przejrzysty, że łatwo daje się odkryć i kończy się wspólnym śmiechem. Jak ten:
Właśnie zjedli obfity obiad w restauracji, prawie pękły im brzuchy. Przysięgli sobie, że już nigdy nie zamówią tak dużo. Idąc do samochodu przechodzili obok ulubionej kawiarni Jastysis. Jabn:

– Może chciałabyś wstąpić na czekoladę? Zapraszam.

– Nieee, jestem zbyt najedzona… – odpowiedziała lekko rozżalona Jastysis i pomyślała sobie dalej „Chyba wie, że jestem pełna, przecież mówimy o tym od 10 minut”. … „No właśnie, wie, dlatego zapytał tak znienacka. Bo nigdy nie pyta, gdy tu przechodzimy! Zapraszam! Phi! Zapraszam, bo wiem, że odmówisz!”
– Ty szubrawcu! Hahaha!
Okazało się, że pocałować szubrawca czasem też smakuje jak czekolada, a nie zaburza równowagi węglowodanowej. Kawiarnia „Jabn” dla jedynej klientki Jastysis:

w menu same Czekoladowe Pocałunki. Otwarte całą dobę.

Nie zapraszamy.

***

 

Zobacz również:

Na straganach w dni targowe kupuj to, co sezonowe (Plannik do pobrania)

Sekrety Tuli – appendix do wpisów minionych (część II)

Pomóżmy ludzią pisać bardziej czytajmy dziecią


Follow my blog on [bloglovin_button]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.