Tula scribit

Jabn i Jastysis – część IV

ANTE SCRIPTUM: Przypominam, że teksty z serii “Jabn i Jastysis” mają już prawie 10 lat. Za każdym razem się zastanawiam, czy poprawiać je, czy nie. I nie poprawiam, publikuję tak, jak się kiedyś pisało. Aż do teraz, bo zmieniłam ostatnie zdanie, nie mogłam zdzierżyć oryginału. Zachowałam sens, przetłumaczyłam z polskiego na polski. Nie krępujcie się i swobodnie rozrzewniajcie nad minionymi Walentynkami…

Jabn bardzo kochał swoją Jastysis i nie można zaprzeczyć, że pewne znaczenie w tej miłości miała jej uroda. Nie kochał jej oczywiście za to, że jest taka ładna. W końcu obiektywnie nie była wyjątkową pięknością, miała jednak pewien urok i ładną buzię, którą trafiała prosto do serca Jabna. Gdy się poznali, to właśnie uroda spowodowała, że chciał zrobić kolejny krok, w ogóle sprawdzić, czy jest poza tym też fajna. Okazała się fajna. Do tego miła, interesująca, żeby nie powiedzieć fascynująca. To zachęciło go do sprawdzenia, czy jest inteligentna. Oo tak, była piekielnie inteligentna, a nawet mógł o niej powiedzieć, że jest mądra. Kolejny krok sprawił, że przepadł na zawsze. To było wtedy, gdy poczuł, że ma do niej zaufanie i że z nią jest „jak w domu”. Szalone początki uczucia.

Minęło od tego czasu wiele lat, a Jabn nadal codziennie widział, że jego Jastysis jest piękna, fajna, ciekawa, mądra i godna zaufania. Niemal błogosławił ten dzień, w którym zobaczył to po raz pierwszy i pozwolił, by iść dalej tą drogą. Kiedyś Bóg tworzył świat i życie i widział, że było dobre, dając wszystkiemu w ten sposób przyzwolenie i pozwalając na dalszy rozwój. Nic nie wiemy, czy Bóg podejmował wcześniej jakieś próby ze światami. Wszystko zaczęło się dopiero, gdy zobaczył.

Jabn lubił być ze swoją Jastysis. Była jego miejscem na świecie.

Tego dnia Jastysis była trochę smutna. Cały dzień wydawało jej się, że jest strasznie brzydka, pozbawiona uroku, okropna. Nie chciała wyjawić Mężowi przyczyn smutku, bo wiedziała, że on będzie zaprzeczał i nic swoimi słowami nie wniesie. Choć oczywiście będą to słowa niesamowicie miłe, łechtające jej próżność jak pawie piórko. Kiedy tak sobie leżeli na kanapie po obiedzie, tocząc dyskurs o sprawach błahych, Jastysis poczuła, że nie chce już dłużej dławić swojego smutku.

– Chciałabym być ładniejsza – westchnęła.

Oczy Jabna przymrużyły się w lekkiej ironii nad jej „wydumanymi” smutkami. Co odpowiedział?

– Ty jesteś ładniejsza.

Jak tu go nie kochać? Jastysis odczuła, że smutek zamienia się na miejsca z rozczuleniem, które rosło, bo Jabn ją bardzo przytulił. Odsunęła się jednak, udawanie, mówiąc cicho:

– Jestem taka brzydka… – bo chciała jeszcze się trochę poubiedniać. Pozwalała sobie czasem na taka małą farsę, łatwą do przejrzenia, nieco teatralną, bo już dawno zrezygnowała z fałszywego ubiedniania się na serio, dziecinnej zabawy, wzbudzającej tylko wstyd.

– Chodź, brzydka! – Jabn wiedział, jak słowem i czynem rozweselić tę swoją głupią Jastysis. A ona wiedziała, że uroda już powraca w oczach, ustach i policzkach i rozbłyśnie pełnym blaskiem, gdy tylko zgaszą światło…

***

POST SCRIPTUM: Jeśli ktoś za mało się rozrzewnił, polecam kontynuować tutaj (słowo wyjaśnienia, wstęp i część I) oraz tutaj (część II) i tutaj (część III).

 

Follow my blog with Bloglovin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.