Tula scribit

Jabn i Jastysis – część V

Jabn i Jastysis kochali się bardzo i tak ich miłość umacniała się z biegiem czasu. Bardzo się tym cieszyli, bo oboje we wczesnej młodości marzyli o wielkiej miłości. Z jakiegoś powodu zostali obdarzeni łaską wielkiej miłości. To znaczy, że mogli spotkać się w wyniku przypadkowych zdarzeń, poznać bliżej i zakochać się w sobie. Już samo to było łaską. Uczucie nie trwałoby jednak tak długo i skończyłoby się szybko, gdyby nie łaska wierności i chęci ciągłego przeżywania tej właśnie miłości. Rozstaliby się niechybnie, gdyby grali w lidze niezdolnych do wielkiej miłości. Mieli zatem szczęście, że trafili do swojej ligi, bo takiej pragnęli.

Niektórzy ludzie pragną zakochać się na zabój, żyć w wiernym związku i cieszyć się jego dobrodziejstwami, ale nie udaje im się to z dwóch powodów. Albo sami są do tego niezdolni, albo nie mają szczęścia i nie trafiają na właściwą osobę, odczuwającą tak samo. Są też i tacy, którzy bardzo dobrze bawią się miłostkami, krótkotrwałym przywiązaniem, zdradzają i są zdradzani, nie szukają wielkiego deseru, a chętnie delektują się małymi porcjami. Nie jest dobrze, gdy ludzie nie wiedzą, czego chcą w dziedzinie miłości i kierują się pragnieniami i dążeniami innych. Jeśli nie dla nich małżeństwo i dzieci, po cóż się żenić? Jeśli marzą o wielkiej miłości i spotkali już pokrewną duszę, po cóż słuchać prześmiewców wierności? Jakoś tak jest, że w wielkiej miłości nie ma rutyny, nie ma nudy. Jest za to pewien dziwny obłęd, na granicy szaleństwa, pulsujący podskórnie. Jest też bezpieczeństwo, przyjaźń. Patrzenie razem w tym samym kierunku, ale i patrzenie na siebie nawzajem. Nie ma żadnej pracy nad związkiem. To jest łaska.

Jabn i Jastysis nie wiedzieli nic o tym, że łaska i tak dalej. W duchu cieszyli się tym fajnym szczęściem. A przecież mogli się rozminąć, nie poznać! Och, to by było straszne, drżeli (a przecież łaska…). Początek znajomości wydawał im się nierzeczywisty. Pamiętali go w obrazach, wrażeniach. Nie byliby sobą, gdyby we wspomnienia nie wplątali także swojej zazdrości:

– Gdyby nie fakt, że to byłam ja, byłabym bardzo zazdrosna – twierdziła Jastysis na myśl o tym, jak Jabn uwodził ją na początku.

– Zdradziłaś mnie! – Jabn szedł jeszcze dalej w oskarżeniach. Zdradziła go, bo odpowiadała chętnie na awanse obcego chłopaka, którym był oczywiście on sam.

– Że też mnie tak wtedy pocałowałeś!

– A ty co? Dałaś się pocałować obcemu… – czyli Jabnowi, gdy nie był jeszcze Mężem ani Chłopakiem. Cóż on mówi, w tych czasach to już chyba zwyczajna kolejność?!

No ale jakoś musieli się przecież poznać. On musiał działać, a ona odpowiadać na jego działanie. Inaczej nie byliby w stanie poznać się wtedy i oczarować. Musiała przejść burza z piorunami, żeby nastało nowe powietrze, którym oddychali już razem. Pewnego ranka Jastysis, wtedy jeszcze Dziewczyna, obudziła się i pomyślała, że „jest tak, jak powinno być”.

Początek znajomości ma to do siebie, że mija, inaczej nie byłby początkiem. A Małżeństwo ma to do siebie, że trwa i trwa.

***

 

A tutaj znajdziesz dla porządku słowo wyjaśnienia, wstęp i część I

oraz część II, część III i część IV.

 


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Niechaj połączy nas internetowa więź!

Follow on Bloglovin

 

Będę oszołomiona, jeśli udostępnisz ten wpis, klikając na f-jak-Facebook:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.