Ars vivendi

Kobieta – wyspa skarbów z archipelagu Insulae Ontologiae

typowe dla kobiet

Gdyby tak przyleciały ufoludki i chciały, żeby je oprowadzić po Ziemi, to jak opisalibyśmy kobiety? Spróbuję. Kobieta to taki człowiek, który ma specyficzną budowę ciała i specyficzną fizjologię i specyficzny sposób myślenia, mówienia i postępowania. Stanowi specyficzny podzbiór ludzi. Drugi podzbiór z pozostałymi ludźmi składa się z mężczyzn – ludzi o specyficznej budowie ciała i specyficznej fizjologii i specyficznym sposób myślenia, mówienia i postępowania. Czy za taką definicję dostałabym piątkę w szkole? Czy usatysfakcjonowane ufoludki, poinstruowane uprzednio o tym, co jest typowe dla kobiet,  potrafiłyby w ślepym teście porozpoznawać, kto jest kto?

Czy jest sens pisać o kobietach 3 dni po naszym święcie? Czy ktoś o tym jeszcze w ogóle pamięta?
– No pewnie! Co to za melancholijne pytania?! Dawaj Tula! To, że cię głowa boli i masz tylko 20 minut czasu, nie zwalnia cię od działania.
Tula: Ale co mam napisać? Nie wiem, jak zacząć…
– Zacznij od hasła “Kobieta nie jest gorsza od mężczyzny”.
Tula: No pewnie, że nie jest gorsza.
– No no no… czyli? Continue please.
Tula: Płeć kobieca nie jest gorsza od płci męskiej. Przecież to jasne, nie ma co tego tak podkreślać. Jeśli kobieta czuje potrzebę podkreślania tego faktu, może w duchu jednak czuje się gorsza i chce się sama przekonać? Bo jeśli ktoś powie mi, że wyglądam jak struś, to się nie przejmę, bo wiem, że to nieprawda. Dopiero, gdy z obrzydzeniem powie mi, że jestem pragmatyczna (a powiedział kiedyś uduchowiony student japonistyki, panie świeć nad jego duszą, gdy już zmieni się w niebiańskiego jamochłona), to najpierw parsknę śmiechem, ale potem w tramwaju, gdy z szybą zimną i drgającą będziemy się o siebie nawzajem opierać czołami, zacznę analizować, że może coś tam rację ma chłopaczek i kilim mojego życia także z babiego lata powinnam splatać, a nie tylko z suchego powrósła.

– A hasło “Każda kobieta jest piękna”?

Tula: Tutaj polemizowałabym. Schodzimy z płci piętro niżej, robi się wietrzniej, ciągnie od gruntu. Uroda jest bardziej indywidualną sprawą i nie można generalizować. Piękna jest kobieca płeć, ale już każda kobieta indywidualnie, to raczej zależnie od pory dnia (np. ja jestem brzydsza rano po obudzeniu, a mój mąż właśnie wtedy ładniejszy; co ciekawe, on twierdzi na odwrót), od układu twarzy, fryzury, postawy i uczuć, które wyrażają oczy.
– Czyli jakoś zaczęłaś temat. Teraz już sama, proszę.
Tula: Ok, rozkręciłam się. Zostało mi 12 minut do obudzenia się pewnej małej dziewczynki. Na pewno zdążę. Będę szybko pisać. Powinnam robić podwójne spacje między wyrazami albo pisać rozstrzeloną czcionką, ale myślę, że wystarczy po prostu wolniej czytać, a w razie, gdyby wyrazy za szybko nabiegały jeden na drugi i uderzały się nawzajem w plecy, to radzę przywołać je do porządku syknięciem połączonym z wysunięciem brody do przodu, uniesieniem brwi i krótkotrwałym wybałuszeniem oczu, powinno pomóc.
Jako, że kobiety są ludźmi, nic co ludzkie nie jest im obce; myślą, więc są; wiedzą, że nic nie wiedzą; na dwoje babcie wróżyły…

– Zostało ci 8 minut, pospiesz się.

Tula: Frasuje mnie to, że tak na co dzień to żadna kobieta nie czuje się gorsza ani piękniejsza ze względu na płeć. Na co dzień jesteśmy głównie ludźmi – optymistkami/pesymistkami, farciarkami/pechowczyniami, wypoczętymi/zmęczonymi, biednymi/bogatymi, miłymi/okropnymi itd., ramię w ramię z mężczyznami walczymy z przeciwnościami lub oddajemy przyjemnościom. Ta rzekoma gorszość, a raczej jej poczucie, musi dochodzić do głosu tylko czasem, w pewnych obszarach lub sytuacjach. Najbardziej znany przypadek to wynagrodzenia, bo mówi się powszechnie, że kobiety na tych samych stanowiskach zarabiają mniej niż mężczyźni. Ciekawi mnie, czy pensje kobiet ustalane są tylko przez mężczyzn właśnie? Bo gdyby robiły to kobiety, to chyba nie pogrążałyby tak koleżanek? A jeśli także kobiety wolą płacić kobietom mniej, to same uznają, że są gorsze?
Dlaczego w ogóle mówić zaraz o gorszości? Może fakt zarabiania mniej nie trzeba tłumaczyć tym, że ktoś uznaje, że kobiety są gorsze, tylko że są bardziej naiwne, uległe, mniej przebiegłe.

A naiwne na pewno nie znaczy gorsze.

Myślę, że każdy przynajmniej choć raz w życiu wykorzystał czyjeś gapiostwo, bez względu na płeć “ofiary”, choćby podczas gry w karty.
– Chcesz powiedzieć, że kobiety dają się bardziej podejść?
Tula: Powoli zaczyna kiełkować we mnie taka myśl. A może to mężczyźni ukuli hasło “Kobiety nie są gorsze od mężczyzn”, aby odwrócić naszą uwagę od sedna problemu. Że niby mamy powtarzać, jak to jesteśmy bardzo wartościowe i na tym się skupiać, a tymczasem nas tam oskubują na innych polach i trzymają z dala od wszelkich negocjacji. Jeszcze nie wiem, czy tak właśnie myślę.
Zauważyłam, że sama lubię kobiety, które mają w sobie pewną dozę wątpliwości. Gdy każde ich działanie nie jest w 100% zdecydowane, ale ma tło w postaci tysiąca myśli. Na przykład:

Ale dzisiaj zimno. Założyłam dziecku gruby sweter na podkoszulkę. Może mogłam jednak bez podkoszulki? Albo nie taki gruby sweter, a na to trzecią warstwę – kamizelkę. Bo kamizelka tak nie ciśnie pod pachami jak bluza. Hm, a jak się spoci w tym swetrze, a tak to by się nie spocił. Może się nie spoci. No nie wiem… W każdym razie tak ubrałam i już.

To właśnie lubię w kobietach – jest na końcu jakaś ostateczna widoczna decyzja (bo jak nie ma, to nie lubię), a do niej można książkę napisać. Gdy kobieta zdaje mi się nie mieć żadnej uwagi do swojej decyzji, odrzuca mnie. Dlatego ważna jest dla mnie rozmowa z kobietami, bo z niej dowiaduję się, co tam im w głowie siedzi. Z mojego przebogatego doświadczenia życiowego wynika, że większość kobiet to potencjalne pisarki, autorki wielotomowych opisów, jak to tańcowała decyzja z niepewnością. Czyli lubię większość kobiet. Wydaje się, że ujrzenie w drugiej kobiecie podobnego toku myślenia do swojego jest tym, co powoduje, że ciągniemy do swojego towarzystwa. Oprócz, oczywiście, podobnych zainteresowań. Nie chciałabym pracować dzień w dzień po 8 godzin z samymi mężczyznami, męczyłabym się.

A propos…

…oglądaliście może ten film, jak statkiem płynęli ludzie i zaczął tonąć podczas sztormu (nie “Titanic”). Trochę pasażerów uratowało się w dwóch szalupach i dryfowały każda osobno przez wiele dni. Na jednej łupinie byli sami mężczyźni i jedna kobieta, a na drugiej na odwrót – kilka kobiet i jeden facet. I te pojedyncze osobniki bardzo się czuły niekomfortowo. Sceny były tak ułożone, że widać było, jak bardzo im brakuje kogoś, kto ma taka samą percepcję rzeczywistości ze względu na tę samą płeć. Jakieś śmieszne momenty były, ale w końcu i facet i babka nie mogąc wytrzymać wyskoczyli z tych szalup. A że było to w nocy, to nikt w łodziach nie zauważył. I tak płynęli na jakichś odłamkach desek, aż obydwoje zlądowali na tej samej bezludnej wyspie. Tam się oczywiście zakochali w sobie i wiele lat spędzili sami we dwoje (dzieci nie mieli), aż ktoś ich odnalazł i wieczorem przy alkoholach stwierdzili wszyscy, przysłuchując się tej niesłychanej historii, że jakie to dziwne. Tam nie mogli wytrzymać z innopłciowymi, a tu też tylko w dwie płcie żyją i szczęśliwi są. Film się kończył tak, że na drugi dzień po powrocie na żaglowiec kapitan, który odnalazł rozbitków, drze papiery rozwodowe i pisze jakby telegram do żony, że kocha itp. Spojrzenie w dal, kamera z boku. Sztuczne zakończenie, twórcy się nie popisali. [Sprawdzić na Filmwebie tyłuł tego filmu i dopisać przed publikacją wpisu.]*

– Masz jeszcze 4 minuty, szybko napisz, co jeszcze jest typowe dla kobiet.

Tula: Chyba globalnie typowe dla kobiet jest mniej agresji w zachowaniu (to mężczyźni głównie popełniają zbrodnie – pisałam o tym w tekście “Takie tam o ludziach dobrych i niedobrych”); mówienie więcej; zwracanie uwagi na strój, kolory, wygląd. Przy czym przegryzienie gardła kobrze przez matkę, która w ten sposób chce uratować swoje malutkie dziecko przed jej atakiem, nie zaliczam do działań agresywnych.
– Ale przecież zdarzają się kobiety naprawdę agresywne, milczące i ignorujące makijaż/fryzjera/kosmetyczkę.
Tula: Tak, ale jednak są one wyjątkami. Takie kobiety wydają się mniej kobiece.
– Jak kobieta może być mało kobieca? To wtedy czym wypełniona zostaje ta luka kobiecości?
Tula: Hm… chyba niczym i właśnie to powoduje taki dysonans. Kobieta czasem może być mało kobieca (ale wciąż atrakcyjna) albo mało atrakcyjna (ale wciąż kobieca). Kobiety zazwyczaj boją się być uznane za jedno albo drugie. Rezygnują z pewnych zachowań, np. stanowczości w zachowaniu, żeby ktoś im nie powiedział, że to nie pasuje do kobiety. Tak jakby zadaniem kobiety było stałe podlewanie swego kwiatu kobiecości, żeby nie przywiądł. Fajnie, gdyby w toku mojej ulubionej debaty publicznej wypracowano, które zachowania oraz kombinacje zachowań są kobiece, a które nie. Na przykład taka

Martyna Wojciechowska

robi co chce, jest pewna siebie, realizuje swoje marzenia, ale jest przy tym bardzo kobieca – ładna, zgrabna, ma długie włosy. Gdyby tylko była mała, niepozorna i obcięta byle jak, o obliczu przeciętnym i bladym, to już inne sprawiałaby wrażenie. Jest więc póki co jakby ideałem. Z kolei kobieta zadbana i atrakcyjna, która jest zbyt pewna siebie, mało się uśmiecha i nie zdradza niepewności – nadal jest kobieca, ale w odbiorze zimna. I tu już każda ma wybór, jak chce być postrzegana. Przy czym udawanie tutaj prędzej czy później wyjdzie na wierzch – że ładna jest tak naprawdę brzydka, a brzydka ładna; ciepła jest zimna, a zimna wrażliwa; dama jest sztywna, a dziewczyna z sąsiedztwa szlachetna. Ludzie widzą więcej, potrafią wyczytać prawdę z mikroskopijnych gestów, tonów głosu, sylab, spojrzeń i ustawienia przedmiotów na stole.
– Zbaczamy lekko z tematu. Zaraz rozbijemy się o górę lodową niedoczasu.
Tula: Nic dziwnego, już marzec, a ja nadal nie mam patentu żeglarza.

-Teraz coś o perfekcyjnej pani domu.

Tula: Perfekcyjna pani domu na pewno jest kobieca, choć jej atrakcyjność zależy od wyglądu. Ciekawe jest bardzo to dążenie do bycia PPP. Prędzej czy później nudzi się ono bardzo albo jest po prostu niemożliwe do utrzymania dla kobiety o wielu zainteresowaniach, która też chce bawić się wesoło ze swoimi dziećmi albo randkować z mężem. Wtedy następuje zmiana frontu i kobieta zaczyna wręcz podkreślać swoje nieogarnięcie, co w sumie też jest już nużące, jak się tego słucha (sama tak robiłam, ale już nie będę). O ile perfekcyjna pani domu odnosi się tylko do gospodarstwa, to już kobieta-siłaczka popisuje się w różnych dziedzinach – głównie pracy, czasu wolnego, wychowania dzieci. Pokazuje, że świetnie sobie daje radę, zawsze z uśmiechem, po pracy biegnie do setek innych zadań i urządza wieczory naleśnikowe. Szczególnie po porodzie kobiety (te siłaczki) lubią się chwalić szybkim powrotem do sił (nie chodzi o figurę), biegają z dzieckiem tu i tam, a płynie stąd jeden wniosek – to nowo narodzone dziecko NIC nie zmieniło w moim życiu. Smutne to trochę. I tak się ciągle słyszy, że nasze babki w polu rodziły i od razu szły do roboty. Jak to, w polu nie pracuje się cały rok, więc zimą po co szły, poślizgać się? Słyszałam inne historie, że właśnie dawniej kobiety leżały przez miesiąc w połogu, jadły dużo rosołu i dochodziły do siebie. Może co sprytniejsza zachodziła w ciążę na wiosnę, żeby w grudniu urodzić.

Na szczęście każda z nas może wybrać swoje zachowanie po porodzie.

Ja wybrałam, że byłam osłabiona i oszczędzałam się. Sama zajmowałam się dzieckiem, ale też dużo spałam i odpoczywałam. Przez pierwszy miesiąc (święty czas połogu) dochodziłam do siebie.
Podejrzewam, że w głowie kobiety pojawia się w określonej sytuacji jakaś myśl, jak powinna postępować. Powinnaś być perfekcyjną panią domu, siłaczką, bohaterką, niewolnicą, króliczkiem, profesjonalistką itp. Biedny umysł podpowiada, ale nie trzeba go słuchać, to tylko propozycja. A jeśli spróbuje nas sterroryzować zagrożeniem, że utracimy na kobiecości, sięgamy po wypracowany w toku debaty publicznej wykaz zachowań niekobiecych i zamykamy usta (temu umysłu).

*

– Została minuta. Pewna mała dziewczynka za chwilę otworzy oczy i ogłosi koniec przerwy macierzyńskiej.
Tula: Dobrze, więc teraz już pach pach pach napiszę w punktach:

Czyż to nie fascynujące, że są kobiety nielubiane powszechnie przez inne kobiety, bo takie z nich zołzy, a jednak zawsze znajdzie się mężczyzna, który taką pokocha. Interesuje mnie mianowicie, czy taki mężczyzna jest świadom, że kocha wroga innych kobiet i jaki jest jego w tej sytuacji komentarz.

Uważam za jeden z największych fenomenów ludzkości fakt, że jak dwie kobiety rozmawiają i każda powie drugiej swój problem, to są zadowolone z samej możliwości porozmawiania, opowiedzenia sobie o nieszczęściu. A mężczyzna zaraz zaczyna radzić i tak wszystko psuje.

Dalszym w kolejności fenomenem jest to, że kobiety jednocześnie się wspierają w swoim podzbiorze ludzi i jednocześnie są dla siebie okrutne w sytuacjach jeden na jeden (jedna na jedną).

O ile w sytuacjach towarzyskich wspomniana wyżej niepewność pomaga budować więź, tak gdy kobieta-fachowiec działa lub mówi bez stanowczości, traci na zaufaniu na korzyść mężczyzn. Z kolei kobiety mają ciepło, którego brakuje mężczyznom.

I właśnie to ciepło oraz pewna kruchość, delikatność i seksapil to wspaniałe i za mało wykorzystywane cechy kobiet do osiągania przez nie celów albo zdobywania przewagi. Zwykło się uważać, że płacz w miejscu pracy jest nieprofesjonalny. Zaraz, zaraz, nieprofesjonalny dla kogo? Chyba dla mężczyzny, bo do kobiety pasuje jak ulał i niczego jej nie ujmuje, a może rozkruszyć twarde serce przeciwnika (wbrew sentencji, że kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym spadaniem; tutaj skałę rozłupuje kilka zaledwie łez o wielkiej mocy). Ważne tylko, aby się makijaż nie rozmazał.

Powtarzam (powtarzanie jest matką nauki, a wiara bierze się ze słuchania): Gdy odrzucamy zachowania typowe dla kobiet jako mało profesjonalne – osłabiamy naszą siłę perswazji.

Walczmy o prawo do płaczu.

Jeszcze sprawa kierowcy i kończę. Otóż, niedawno słyszałam w telewizji o konkursie na wymyślenie żeńskiego odpowiednika dla takiego zawodu jak kierowca. Myślałam, że mnie trafi szlag. Przecież “kierowca” kończy się już na “a”, czyli ma typową żeńską końcówkę. Trzeba było raczej wymyślić odpowiednik męski, np. kierowiec albo kierowczy (jak motorniczy). I znowu żarty z kobiet.

Jako, że pewna mała dziewczynka właśnie się obudziła i czas pisania postu minął, pozostawiam przepastny temat kobiet teraz niedokończony, lecz powrócę, bo się wkręciłam.

Oto krótki finał, z nutą miłości. Fragment skandynawskiego romansidła z kiosku-ruchu:

Usiedli pod obsypaną kwiatami wiśnią, (…). Havgrim przygarnął Kajsę mocno do siebie.
– Ty pewnie sobie myślisz, że bardzo szybko zacząłem ci okazywać uczucia, prawda? Ale nie powinnaś zapominać, że widziałem cię już w ubiegłym roku i że od tamtej pory nie przestawałem o tobie myśleć. (…)
Kajsa była w podniosłym nastroju. Uważała jednak, że mimo wszystko powinna zwrócić mu uwagę.
– Kjerstin jest taka ładna, ładniejsza ode mnie. A Britta taka mądra i pewna siebie.
– Ale ty jesteś Kajsa – uśmiechnął się Havgrim, gładząc z czułością jej włosy. – I dla mnie to jest najważniejsze.

Tak wiem, że bardzo sentymentalne, i te imiona z Norwegii. Ale chyba każdy zakochany coś podobnego mówił lub słyszał choć raz? Więc nie ma się co tak dystansować od razu. W każdym razie, abstrahując od tego Havgrima i skupiając na samej Kajsie – ma tę kruchość, tę wątpliwość, tę urodę choćby podstawową, jest kobieca i atrakcyjna.

Mimo, że czytałam tę książkę taaaaak dawno temu, to zawsze, gdy porównuję się z innymi kobietami (na swoja niekorzyść), w końcu mówię sobie: “Dość. Ale ty jesteś Kajsa”.**

Koniec. Pora na przypisy:

*He he, nie będę jednak na Filmwebie sprawdzała, bo przecież nie ma tam filmu, który sama wymyśliłam. Ale scenariusz taki byłby całkiem fajny, co nie?

** Tłumacz Google mi tu z ciekawości mówi, że po norwesku brzmi to “Men du er Kajsa”. Nie podoba mi się, zostaję przy wersji ojczystej.

***Może zastanawiacie się, z kim prowadziłam powyższy dyskurs i kto to mówił od myślników. Nooo… powiedzmy, że to Pani Balbina – Pomoc Techniczna z WordPressa siedziała ze mną na czacie 😉

****Pierwotnie planowałam zatytułować ten post inaczej, wahałam się jak kobieta. Miałam dwa pomysły:
1) Dzień Kobiet, noc meżczyzn, poranne zamglenia, wieczorne przejaśnienia – czyli pogoda pod człowiekiem
2) Dzień Kobiet był 3 dni temu, ale w naszych sercach zostanie na zawsze
Żaden mi się nie podobał, coś mi przeszkadzało. W końcu odkryłam, że siedzę na guziku. Gdy przewróciłam poduszkę na drugą stronę, znalazłam pod nią mały karteluszek, a tam nagryzmolone w te słowa: Ty, Kajsa, nie bądź taka wątpliwa. Pisz po prostu: Kvinne – skatten oya. Twoje Kjerstin og Britta (“o” w “oya”  tak po północnogermańsku przekreślone).
Przetłumaczyłam w Google i wyszło jak w tytule (trochę od siebie dodałam).

🙂


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Niechaj połączy nas internetowa więź!

Follow my blog on Follow on Bloglovin

 

Będę oszołomiona, jeśli udostępnisz ten wpis, klikając na f-jak-Facebook:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.