Varia

Kryminałów nie czyta się wiosną (OSTATNI ROZDZIAŁ)

zakończenie kryminału

Już jest jutro, więc skwapliwie zamieszczam drugą część zadania, które opisałam we wczorajszym wpisie (tutaj)W drugiej części zadania należało napisać z kolei zakończenie kryminału, który powstałby na podstawie owej wspomnianej dosyć suchej i krótkiej relacji o śledztwie w sprawie śmierci młodej kobiety.

Gdybym rzeczywiście napisała taki kryminał, oto czego dowiedzielibyśmy się  w toku akcji:

  • Mordercą jest Ryszard.
  • Wie o tym jego brat Łukasz, który jest księdzem, oraz ojciec Iwony.
  • Policja umarza śledztwo z braku dowodów.
  • Gdy Iwona przyszła do księdza Łukasza wtedy zapłakana, a ten ją pocieszał – chodziło o to, że ojciec kategorycznie ponownie zabronił jej ślubu z Ryszardem, a ona napluła ojcu w twarz; ksiądz “pocieszał” Iwonę ostro ją karcąc, potem modlili się do rana na kolanach.
  • Matka Iwony ma pewną dysfunkcję mózgu, nie odczuwa emocji.

(Uściślam, że ksiądz Łukasz i rodzice Iwony nie występują w prawdziwej historii, taki mój wymysł).

Tak wyglądałby ostatni rozdział kryminału:

***

Krety są ślepe i swoje korytarze kopią pod ziemią. Czasem wychodzą na powierzchnię i w takim miejscu powstaje kopiec. O kopiec łatwo się wywrócić, gdy uciekasz z miejsca zbrodni. Jeśli masz szczęście, szybko wstajesz i biegniesz dalej, a zaniepokojony kret wystawia głowę, by zobaczyć, co się stało. Jako że jednak jest ślepy, wraca do swojej kryjówki, a ślad twojego buta rozpada się na miliony ziarenek piasku.

Jeśli masz szczęście – biegniesz dalej zabić swojego brata, bo pogania cię przeogromna zazdrość. Ta kobieta już nie żyje, pora, by i twój brat poniósł jedyną słuszną karę. Zdradzili cię. Widziałeś, jak rano wychodzi od niego. Jak czule żegnają się ich dłonie i policzki. Bez pocałunku, ale po co, skoro mieli na to całą noc. Jeszcze byś to zniósł, może przełknął chwilową porażkę. Ale wtedy twój brat zbliża twarz do twarzy kobiety, coś szepczą. Ona rozpromieniona dziękuje. Jest cicho, jednak ty słyszysz wielki huk, jakby wystrzał armatni ze swoich trzewi. Bo nagle zrozumiałeś. Patrzysz na brata i widzisz swoją córkę, tak samo brzydką jak on. Twój brat jest ojcem bachora, którym nigdy się nie interesowałeś. Od trzech lat odrzucasz dziecko, które nawet nie jest twoje. Co za porażka. A ta dziwka cię kocha. Twoja własna, prywatna dziwka. Cóż, chyba każdy zrobiłby to samo. Śmierć za śmierć, życie za dumę.

Biegniesz do brata i… .

Krety są ślepe, a ludzie głupi.

Ksiądz Łukasz znał wiele wyuczonych formułek o miłosierdziu i współczuciu. Parafianom to wystarczało, gdy szukali rady lub zrozumienia. Tej jednej jednak nikomu nie zdradził. Chronił jak największy swój skarb, odkrycie i testament.

Zło wygrywa dwa razy – gdy jest popełniane i gdy je wybaczamy.

To dlatego tak łatwo wybaczył Ryszardowi, gdy ten rzucił się na niego ze stalową liną. Chwilowy amok, brat zwariował. Że przespał się z Iwoną? Co za brednie, nie ma z Iwoną nic wspólnego. Ojciec Iwony był akurat w ciasnym pokoiku Łukasza, bo omawiali wspólne wyjście na ryby. Udało się przekonać starego, żeby puścił dziwny atak w niepamięć. Zresztą, co go to obchodzi.

Na drugi dzień obchodziło już bardzo, bo Iwona zamiast jeść z Marysią śniadanie, wisiała na gałęzi jabłonki. Stalowej liny, która o mało nie odcięła jej głowy, nie dałoby się pomylić z niczym innym. Ojciec Iwony też to wiedział. Dlaczego więc milczał przed policją? Chronił mordercę córki.

Ksiądz Łukasz nie mógł tego pojąć, choć minęło dobre 20 lat od tamtych dni. Nie, nie rozmyślał codziennie, zło nie jest tego warte. Parafianie potrzebują księdza tu i teraz – już najmniejszy przedszkolak wie, że liczy się obecność. Może to właśnie stary wieszał co roku kreta na gałęzi tej samej jabłonki. Może tak symbolicznie mścił się na Ryszardzie.

 

Marysia odkleiła od dłoni na wpół przegniłe kwiaty. Jakieś słabe w tym roku kupiła, pewnie kwiaciarka chciała się pozbyć staroci. No cóż, w przyszłym roku wybierze staranniej. A może to właśnie znak, że tej świni nie należy się nic lepszego. Jeszcze tylko odciąć kreta i będzie można zacząć czekać.

W szóstej klasie podstawówki Marysia po raz pierwszy odwiedziła miejsce zbrodni w rocznicę śmierci mamy. Przyniosła kwiaty jak na grób. Tutaj umarła mama.

Co roku nowe kwiaty, nowe myśli. Dlaczego mama umarła? Dlaczego musiała umrzeć? Mama nie musiała umrzeć? Mama sama się zabiła? Mama popełniła samobójstwo. Dlaczego mama mnie zostawiła? Mama mnie zostawiła. Ona myślała tylko o sobie. Zdradziła mnie. Nienawidzę.

Marysia bardzo cieszyła się z internatu w mieście. To zaledwie liceum, a już czuła się jak studentka. Gdy wracała na weekend do swojego miasteczka, promieniała taką pewnością siebie, że już nikt nie nazwałby jej brzydką. Chyba że zazdrosne koleżanki.

– Przecież każdy wie, że twoja matka popełniła samobójstwo. Niby z miłości, ale jaki wstyd.

Te słowa obudziły Marysię ze snu, w którym  z mamą jadały niedzielne śniadanie. Odtąd śniły się te tłuste krety. Udało jej się wyciągnąć resztę od babci. Że to prawda, co mówią. Że Iwonka szalała za Ryszardem, ale ojciec – dziadek Marysi – kategorycznie nie zgadzał się na ślub.

– Mam 23 lata i siedzę pod jabłonką. Chyba zwariowałam. Nigdy mi się nie ukazała i nigdy nie ukarze. Nigdy mnie nie przeprosi – Marysia podniosła się z trzaskiem w kolanach. Zbyt szybko, bo poczuła omdlenie nadchodzące szybciej niż wąż, jakby ktoś mocno uderzył ją w głowę. Mama?

Cóż, podobno nie można utopić się we własnych łzach, ale ludzie mówią, że byli i tacy straceńcy. Po gwałtownej godzinie rozpaczy Marysia wiedziała, że natychmiast musi pozbyć się nienawiści do matki, bo więcej nie zniesie.

– Przez siedem lat nienawidziłam mojej matki – w konfesjonale od razu przeszła do rzeczy. Ksiądz w sutannie czarnej jak kret pokręcił się niespokojnie. Chociaż od wielu lat był tu proboszczem, sam zasiadał w tej drewnianej klitce, nienasycony historii zwykłych ludzi.

Od razu rozpoznał dziewczynę po drugiej stronie grzechu. Widać, że płakała bardzo długo, cała jest spuchnięta. O nie, dalej płacze. Chyba nie będzie mdlała?! Trzeba to przerwać, bo się zadławi.

Pamiętaj, że zło wygrywa dwa razy.

– A idź w cholerę! – ksiądz Łukasz krzyknął nie wiadomo do kogo. Na pewno nie do Marysi. Głupio przyznać, wzruszyła go. Taka zrozpaczona i brzydka jak on sam.

– Marysiu… Twoja matka nie popełniła samobójstwa. Została zamordowana.

Resztę opowiedział jej w tym samym ciasnym pokoiku na plebanii, gdzie z Iwoną modlili się całą noc i gdzie własny brat próbował go zabić. Marysia dowiedziała się o matce tak wiele, jakby słuchała baśni o Calineczce. Tylko że mamie nie udało się uciec.

Ksiądz Łukasz czuł pewien dyskomfort, gdy w końcu wyjawiał Marysi, że jest jego córką. Oczy dziewczyny na chwilę zrobiły się duże i prawie ładne. Niemal widział, jak w jej głowie puzzle przesuwają się na swoje miejsca.

– Nie róbmy z tego tragedii. Najważniejsze, aby to zostało między nami. Teraz będzie ci łatwiej żyć, ale też ciąży na tobie większa odpowiedzialność. Musisz pamiętać o mojej pozycji, moje… – stop, przecież nie powie „moje dziecko” do własnej córki. Ksiądz Łukasz powoli napił się wody.

 

Tydzień później po ponownym przebudzeniu Marysia udała się do notariusza. Dziadek umarł pół roku temu. Już najwyższy czas, by odczytać ostatnią wolę.

Zapisuję mojej jedynej wnuczce Marii działkę oraz dom i wszystko co się w nim znajduje. Natomiast oszczędności na koncie zapisuję mojemu jedynemu, choć nieślubnemu, synowi Ryszardowi…

***

KONIEC

… Tutaj Tula. Jestem bardzo ciekawa, czy podobało się moje zakończenie kryminału. Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy.


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Niechaj połączy nas internetowa więź!

Follow my blog on Follow on Bloglovin

 

Będę oszołomiona, jeśli udostępnisz ten wpis, klikając na f-jak-Facebook:

2 thoughts on “Kryminałów nie czyta się wiosną (OSTATNI ROZDZIAŁ)”

  1. Pozwolę sobie o wypowiedź po przeczytaniu tego i poprzedniego wpisu. Na dobrą sprawę niczym to nie różni się o wszelakich wydawanych dzisiaj kryminałów – mam na myśli styl pisania, fabułę, sposób pokazania psychiki postaci. I nie jest to zarzut, tylko raczej stwierdzenie faktu, a jako że owe współczesne kryminały są tak bardzo czytane, to można śmiało powiedzieć że powyższe stwierdzenie ma pozytywny wydźwięk. Jeśli masz pomysł na “środek” fabuły, to nic, tylko pisać. Dodam jeszcze, że chyba (moje zdanie to tylko) nie warto popadać w patos podczas opisów psychologi postaci, bo zalatuje wówczas groteską – niestety, ale to wyższa szkoła jazdy i podejmując wyzwanie, łatwo przejść cienką linię między literaturą popularną a grafomanią. Tu na szczęście wydaje się, że wszystko jest jak trzeba w tym gatunku i nic tylko życzyć powodzenia w pisaniu!

    1. Bardzo dziękuję za komentarz! Jesteś pierwszą nieznajomą mi osobą, która komentuje 🙂 Twój komentarz też jest trochę jak kryminał – gdy już już myślę, że jest źle, to jednak twist i wszystko dobrze (a potem na odwrót) 🙂 PS Mam alergię na patos – tekst dostaje od razu czerwonej wysypki i trzeba go drapać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.