Ars vivendi

Palcem planety obracam (lista rzeczy do zrobienia codziennie)

Podobno już australopiteki tworzyły listy rzeczy do zrobienia. Bardzo mądrze. A neandertalczyk nie tworzył i wyginął. Homo tudus (z ang. “to do”) rozpierzchnął się po świecie i tak zawzięcie ewoluował, aż dopiero po wymyśleniu żółtych karteczek samoprzylepnych trochę odsapnął. A Ty? Czy pamiętasz o sierpniowym polowaniu na mamuty, ozdobieniu jaskini przed świętami i reparacji futra z tygrysa szablozębnego? Że o dorocznym myciu w wodzie z lodowca nie wspomnę. No wspomniałam, przepadło. Pora odświeżyć listę rzeczy do zrobienia, przewietrzyć zadania, prastare cele i dobre nawyki przywrócić do życia.

Dla inspiracji opiszę, jak jestem zorganizowana na co dzień. Jak ja to robię, że  próbuję pamiętać niemalże o wszystkim. I wcześniej czy później, ale na pewno wszystko wykreślam z listy zadań.

Moje prze-tajne narzędzia do bycia zorganizowaną kobietą współczesną to:

Notatnik w telefonie

Zapisuję w nim, co mam zrobić dzisiaj, jutro lub w ciągu kilku najbliższych dni. Na pulpicie mam skrót. Tylko pach! i już widzę, co mnie czeka.

Małe kartki na stół

Na nich z kolei zapisuję to, co koniecznie muszę zrobić tego dnia i boję się, że zapomnę. Napis musi być duży i krzykliwy, inaczej przegapię. Kartka położona w strategicznym miejscu, czasem na ziemi przed drzwiami wyjściowymi (w geście rozpaczy). Karteczki produkuję sama. Nie mają mojego logo, za to na odwrocie przeróżne wydrukowane teksty lub moje odręczne pismo. Pochodzą z czasów studiów. Myślę, że starczą mi do dziewięćdziesiątki.

*

Oprócz tego tworzę sobie listy rzeczy do zrobienia na konkretny miesiąc (czyli w roku mam ich 12 kompletów). W toku mojej prywatnej ewolucji, gdy w końcu zaczęłam odróżniać Pangeę od pangi i przyobserwowałam siebie w akcji, okazało się, że działam najlepiej w odcinkach miesięcznych.

Mam listy, które w każdym miesiącu są identyczne:

Rzeczy do zrobienia codziennie

Obecnie jest ich 24 i NAPRAWDĘ powinnam je robić codziennie, aby niczego nie zaniedbać i mieć dobre rezultaty.
Tak właściwie to rzeczy do zrobienia codziennie jest dużo więcej, ale niektóre są tak oczywiste, że aż nie ma sensu ich wypisywać. Mam tu na myśli wspólne dla wszystkich spanie, kąpanie się, jedzenie posiłków, dojazdy do pracy, praca, opieka nad dziećmi i zabawa z nimi.

W danym dniu tygodnia

A tutaj jeszcze nic nie ustaliłam sobie. U Ciebie może to być np. siłownia w środy, angielski w poniedziałki, herbatka u samotnej sąsiadki w czwartki.

Relaks

Codziennie powinien być jakiś relaks. Takie odprężenie mięśni i głowy. Mam 5 pomysłów na codzienne przyjemności, które mają w krótkim czasie dawać mi wytchnienie i poczucie, jakby ktoś mnie umył od środka. Tyko najpierw muszę znaleźć siłę na ten relaks.

*

Kolejne listy są wprawdzie nadal identyczne co miesiąc, ale tu już sama decyduję, kiedy zabiorę się za coś z nich. Ważne, aby częstotliwość się zgadzała. Nazywam je dlatego propozycjami:

1 raz na tydzień

Mam tu 35 pozycji. Większość dotyczy sprzątania. Większości nie robię.

Kilka razy na tydzień

6 zadań do wykonania, z częstotliwością od 2 do 3 razy, niestety też związane ze sprzątaniem.

1 raz na miesiąc

44 rzeczy do zrobienia. Ludzie, powiedzcie mi, kiedy???

Iks razy na miesiąc

Hura, tylko jedna sprawa.

*

Oprócz tego mam listy konkretnie tworzone na dany miesiąc:

Stałe terminowe i nieterminowe w danym miesiącu

Opisałam je już tutaj. Są cykliczne, powtarzają się monotonnie rok po roku i tak będzie już zawsze, chyba że totalnie zmienię moje życie (np. przeniosę się w przeszłość na kurs rysunku naskalnego we Francji i już zostanę). Te zadania czy zdarzenia mogą być przypisane zawsze do konkretnej daty (np. moje urodziny) albo wypadać w danym miesiącu, ale nie wiadomo z góry, kiedy konkretnie (np. zakończenie roku szkolnego).

Zmienne terminowe w danym miesiącu

Coś, co nie powtarza się co roku samo z siebie, np. wizyta u lekarza, w banku. Wypada w konkretny dzień i już. Wypada nie przegapić.

Rzeczy, które zaplanowałam zrobić w danym miesiącu

Nie mają przypisanej ściśle daty. Muszę jakoś pokombinować i kiedyś się za nie zabrać.
Przesadziłam w czerwcu i zaplanowałam aż 48 rzeczy do zrobienia. Są to sprawy pojedyncze, jak np. zgłosić się na dawcę szpiku, podbić fleki w kozakach, przekopiować zdjęcia, kupić wrotki. A także części składowe większych projektów, takie jakby małe kroki. Bo niby jest coś grubszego do zrobienia i leży i czeka, bo nie wiadomo, jak się za to zabrać. A jak się troszunię zaplanuje, to już jest coś zrobione, jest radość i jakoś się kula dalej.
Oprócz tego rozróżniam coś takiego jak Blog. Nie wiem, jak nazwać tę kategorię. Jest to coś stałego, ale większego niż tylko projekt. Na razie po prostu blog. I tutaj też sobie rozpisuję, co mam wykonać w danym miesiącu.

1 raz na rok

Osobno, w Planniku na komputerze, mam ustalone, co muszę zrobić raz na rok. I z tej listy sobie wpisuję na konkretny miesiąc, czy to już teraz właściwa pora.

Aktualny rok

Tutaj pisałam, że mam w Planniku różne działy, a w nich spisane luźne plany, inspiracje, listy, zestawienia. Na początku roku (czasem wypada on w lutym lub marcu) decyduję, co chciałabym zrealizować w rozpoczynającym się roku. Powstaje wielka lista rzeczy arcyważnych, długo czekających na swą kolej lub, wręcz przeciwnie, całkiem nowych szczęśliwców.
I z tejże listy ogromnej spisuję do kolejnego miesiąca to coś, na co przyszedł już najwyższy czas.

***

Tak to wygląda u mnie. Testowałam różne formy listy zadań na miesiąc, z podziałem na powyższe kategorie, i jak dotąd żadna nie sprawdziła się tak bardzo jak wyrafinowana forma Dwóch Kartek Papieru A4, gdzie się to wszystko zgrabnie mieści – sprawy standardowe, powtarzalne, a priori przypisane oraz indywidualnie uknute i w określonym miesiącu zaplanowane. Nie jest to rozwiązanie doskonałe, ale lepsze niż zeszyt, kalendarz, telefon, laptop. Lekkie i kompaktowe, przejrzyste i kolorowe.

Niedługo napiszę więcej, będę kontynuować temat. Codzienność ma to do siebie, że odnawia się przez noc, a ja niestrudzenie i nieustannie, jak zielonooka asystentka czasu

palcem planety obracam,
tchem – miliardowe gwichty
i moja to sprawia praca,
że kołują złote jak nigdy.

Kwiaty posadzam wesołe,
że pachnie w całym mym domie,
i różę, na róży pszczołę,
na pszczole – słoneczny promień.

Gdy kończę pracę, do ciebie
przybliżam się, niepojęta –
i uczysz się astronomii
na mych gwiaździstych piętach;

i sen, jak pył szafirowy,
na śpiące usta się sypie,
na skrytą pierś do połowy,
na włosy koloru skrzypiec.*

 

Jeszcze tylko zdjęcie z planetami, żeby roboty Google miały co jeść i można iść spać. Bo ja zawsze piszę w nocy, biada mi…

lista rzeczy do zrobieni

*Ten nieudolny wiersz jest modyfikacją mistrzowskiego wiersza z 1931 (autor – K. I. Gałczyński, czy jakoś tak). Żeby zobaczyć oryginał, wystarczy tylko 1. osobę liczby pojedynczej zamienić na 2. osobę, a 2. na 1.  Również zaimek osobowy w 2. osobie na taki w 1. Zaimka dzierżawczego nie ruszałam, bo to w sumie ich wspólny dom.**

**Poprawka… Jednak ruszałam, ale wychwyciłam to dopiero teraz, gdy po raz dziesiąty oglądałam z zachwytem mój post. Czyli też zamienić, ale tu już powinno pójść intuicyjnie.

Do zobaczenia 🙂

 


Follow my blog on Follow on Bloglovin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.