Ars vivendi

Mój pierwszy post o niczym szczególnym

Piszę zatem mój pierwszy post. Udało mi się prokrastynować go całe dwa dni… Niestety mam w sobie niefortunną skłonność do odwlekania pierwszego kroku, aż będzie mógł być (uwaga, brzydkie słowo) perfekcyjny. I tak odwlekam, a tymczasem inni po pięćdziesięciu, stu naprawdę nieporadnych krokach nareszcie wychodzą na prostą, łapią rytm, a ich działanie nabiera gładkości. Zrobię zatem jak inni 🙂 I tak przecież nikt lub może ze trzy osoby przeczytają ten historyczny pierwszy post.
Założyłam ten blog, by pisać o tym samym i innym. Bo ja również złapałam bakcyla rozwoju osobistego, cóż poradzić. A oprócz niego interesuje mnie jeszcze tyle różnych rzeczy, dziwnym trafem podpadających pod styl życia.

Zainicjowawszy niniejszym (tzn. nie pisząc o niczym konkretnym) mój prywatny mały Wielki Wybuch ze spokojem powracam do codziennych zajęć. Bo skoro już zaczęłam, to teraz mój blog, jak kosmos, będzie niepostrzeżenie się rozszerzać. I może nawet kiedyś powstanie tu coś trwałego, tak jak planety z wirujących okruchów, w tym nasza fajna ziemia. Czego sobie bardzo życzę… Niech zacznie się zatem niepohamowana ewolucja mojego stylu (z pominięciem językowych diplodoków) i swobodny dobór naturalny tematów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.