Ars vivendi

Niebieska Tula i czarna zima (czyli nareszcie o synestezji)

synestezja

Mam taką osobliwą cechę, że odczuwam litery i cyfry jako barwne. Na przykład M ma dla mnie kolor czerwony i to nie tylko samo M, ale też wyrazy zaczynające się na tę literę, np. mama, Maroko, Międzyzdroje, mężczyzna, morze, mercedes, miś. Wyczytałam, iż takie zjawisko nazywa się synestezja. Nazwa dosyć prosta, bo oznacza równoczesne postrzeganie.

Oto mój kolorowy alfabet,

czyli z jakimi kolorami kojarzą mi się poszczególne litery:

oraz cyfry:*

synestezja

 

Jak tak teraz o tym myślę i próbuję zanalizować, na czym polega to dziwne zjawisko, to zdaje mi się, że ja nie widzę kolorów, tylko raczej je odczuwam. Wiem, że słowo jest np. zielone, pojawia mi się to jako dodatkowa informacja w tle, taki bonus. Kolor dotyczy przy tym tylko słowa, a nie tego, co ono oznacza.

Czyli prawdziwy tygrys jest pomarańczowy w paski,

ale wyraz “tygrys” jest niebieski. Tylko czy w ogóle kiedyś myśli się o słowie w oderwaniu od tego, co ono reprezentuje? Oczywiście, najbardziej widać to w przypadku imion, które u mnie zawsze mają kolory. Na przykład takie:

 

synestezja

 

Moje samogłoski zawsze są białe.

Więc Ania jest zawsze biała.

Dlaczego nie napisałam po prostu imion w odpowiednim kolorze czcionki, tylko na tle dymków? Jakoś tak mi to bardziej pasowało. Nie odczuwam tych słów przecież wykaligrafowanych barwnym tuszem, tylko właśnie w takiej jakby napigmentowanej otoczce.

Podobno synestezja bierze się stąd, że w mózgu występuje dodatkowe połączenie między… eee… powiedzmy komórkami (z pewnością szarymi) verbum a farbum 🙂 Może jakiś homo gapus zapatrzył się kiedyś  za bardzo w dogasający ogień i oberwał kością mamuta od zirytowanego szwagra (tłumaczącego właśnie zawiłe strategie przyszłych, nareszcie udanych polowań) i wtedy komórki, hop, padły sobie w objęcia. Odtąd tak się to dziedziczy po jaskiniowym prapradziadku.

Ciekawe… Jeśli, zgodnie z założeniami naukowymi, rzecz ma taki kolor jak fala świetlna, którą odbija (resztę fal pochłania), to może u synestetyka zdolność selektywnej absorpcji światła posiadają też litery i cyfry?

Czy synestezja przydaje mi się w życiu?

O tak, moje życie jest dzięki niej takie barwne, w sam raz na hollywoodzki scenariusz 😉 I choć nadal boję się pająków, to żadne widmo mi niestraszne, a zwłaszcza widmo światła…

widmo światła

A kiedy wydaje się, że to już koniec wpisu,

następuje krótkie WTEM! jak w komiksach i pojawia się fragment wiersza tematycznie spasowany z teorią powstawania barw:

Cóż, kocham światło. Promieniem, 
jak umiem, wiersze obdzielam. 
O, gdybym mógł, tobym zmienił 
cały świat w jeden kandelabr.

Czyż to nie słodkie? Poeta ten, co zawsze.

***

*Nawiasem mówiąc/pytając – czy jest jakiś odpowiednik słowa “alfabet” dla cyfr? W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że “zerojed”, jeśli utworzony analogicznie (alfa+beta i a na końcu ucięte), ale nie może tak być, bo powinny być to nazwy cyfr po grecku, więc… następuje szukanie w Internecie… i okazuje się, że w dawnej Grecji używano liter do zapisu liczb, zatem “alfabet”, jak najbardziej pasuje…, ale jednak nie, bo alfa to jeden, a zera nie znali, więc pomysł upada; chwilunia, przecież istnieje nowożytny grecki, a tam… miden+enas daje coś jakby midenena.**

**Nie przyjmie się.

***

 

Zobacz również:

“W 80 minut dookoła sztalugi” – kulisy powstania mojego pierwszego obrazu

Opowieści dla umarłych

Ballada o brakującym wpisie


Follow my blog on Follow on Bloglovin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.