Ars vivendi

Opowieści dla umarłych

zima - opowieści dla umarłych

Jak dotąd, jeszcze żaden umarły nie odwiedził mnie, żeby porozmawiać. To znaczy, w ogóle nie odwiedził. Czasami tylko, gdy ręce lub nogi zajęte czymś na wskroś znanym (sprzątanie, łuskanie bobu, daleka droga do sklepu), a myśli moje rozpierzchają się jak uczniowie na największej przerwie, zauważam, iż sama zaczynam mówić w głowie do bliskich Umarłych. Sytuacja jest zawsze podobna – oto po wielu latach od śmierci, teraz to i nawet po dwudziestu, spotykam się z nimi na zwyczajowej rozmowie. Są bardzo ciekawi, co u mnie, co się działo na świecie w tym czasie, odkąd nie żyją, jak tam w Polsce.

Więc ja, tak jak umiem, opowiadam.

Zaczynam od siebie. Ile mam lat teraz, gdzie mieszkam, opowiadam o moim mężu. Na czym upływają mi dni, co mi doskwiera, z czego jestem dumna. Moi Umarli dziwują się nad imionami, jakie nadałam dzieciom i w jakim celu piszę ten osobliwy blog. Współczują mi, że nie zagrałam jeszcze w filmie z DiCaprio. Kręcą głową nad moimi nowoczesnymi wrotkami. Cieszą się, że miałam pogodę w dniu ślubu. Ciężko im zrozumieć, że do sklepu zabieram własną siatkę z materiału.

To i tak najmniejsze z dziwów, bo gdy tylko zacznę opowiadać o tym, co zdarzyło się na świecie, wykrzykują z niedowierzaniem. Fakty i zjawiska mieszają się chronologicznie w mojej głowie. Nie wiem, czy wybuch wulkanu na Islandii był przed czy po katastrofie promu we Włoszech. Jednak, gdy tylko wspomnę jedno doniosłe wydarzenie z przeszłości, zaraz drugie i kolejne wskakują mi przed oczy, jakby mówiły: Jeszcze ja, ja. Jeszcze o mnie nie powiedziałaś. Moi Umarli słyszą zatem i o pandzie, która przestała być gatunkiem zagrożonym, o wielkim kryzysie finansowym i że książę William wziął ślub z Kate (naprawdę, ten mały William?!). Rozbił się polski samolot rządowy i mnóstwo ludzi zginęło, wielka tragedia i afera.

Naukowcy uznali, że Pluton jednak nie jest planetą.

Nie rządzą już Saddam Husajn i Fidel Castro. Krym przyłączono do Rosji, w USA był czarnoskóry prezydent, w cukierniach znów można kupić prawdziwe ptysie z masą bezową (dlaczego zniknęły?). Elżbieta II nadal króluje, wszytko można obejrzeć na You Tubie (nawet serial “Jacky i Nuka”), terroryści zaatakowali wieże World Trade Center. Moim Umarłym świecą się oczy na wieść, że w wielu krajach Europy wprowadzono wspólną walutę i można dużo podróżować bez paszportu. Umarły prawie mdleje, gdy mówię, że wszyscy mają Internet w telefonie (30 GB lub nielimitowany; cssso?!), telewizory płaskie jak obraz Warhola, nawigację w samochodach. Aha, i Jan Paweł II nie żyje, ale to powinni wiedzieć z pierwszej ręki. Umarłą przerażają historie o zamachach w Europie, napływie imigrantów i rekordowych upałach. Pyta o dziurę ozonową, czy jeszcze jest, jak tam lodowce, ale ja nie wiem, sprawdzę w Google. Zmieniamy tematy na lżejsze. Umarła zapytuje o modę, a Umarły chce wiedzieć, co się działo w muzyce i filmie. Czy ludzie robią jeszcze słoiki na zimę, chorują mniej, wybuchają wojny?

Więc ja, tak jak umiem, opowiadam.

Gdy czas mój się kończy i pora znów skupić umysł, zwołuję myśli z powrotem do głowy, żegnam Umarłych, do następnego razu. Niedługo znowu porozmawiamy, o tylu rzeczach zapomniałam. Latem był przecież krwawy księżyc, pszczoły wymierają, są setki rzeczy do zrobienia.

Umarli…
Och, a gdyby tak coś się w świecie pomieszało i ludzie już teraz zaczynaliby zmartwychwstawać? Nie że wszyscy. Powiedzmy, że ci przedwcześnie zmarli, którzy w 2018 żyliby jeszcze w pełni sił.

Po prostu tak nagle zaczęliby przychodzić do swoich domów, do rodzin.

W swych dawnych ciałach, w pełni z krwi i kości. Jak by to było? Hm, po tej pierwszej nieufności (czy nie rozpłyną się w nicość, gdy się odwrócę, czy nie przechodzą przez ściany, czy w nocy nie siedzą na krzesłach z otwartymi oczami zamiast normalnie spać) i wielkiej zadziwionej radości musieliby zaistnieć znów jako obywatele. Obowiązkowe badania lekarskie (pieczątka “żywy”), nowe dowody osobiste (stare pesele?) i może na początek jakieś zasiłki z budżetu państwa, na rozruch, żeby mieli z czego się utrzymać. Kursy dokształcające lub przebranżowienia. Zmiany w przepisach, że każda firma musi zatrudnić minimum trzech byłych zmarłych pracowników. I najważniejsze – zajęcia z przysposobienia do życia po zmartwychwstaniu. W skrócie PdŻpZ. Już widzę te rozmowy w tramwaju:

– Na którą masz pedeżety?
– U nas jest fajna pani, dobrze tłumaczy.
– W środę mieliśmy o mediach społecznościowych. A za tydzień będziemy robić symulacje zakupów przez Internet.

Przydałyby się jakieś plakietki na ubraniu, żeby np. w kolejce wiedzieć, że przed nami stoi “nowy” i potrzebuje więcej czasu, by zapłacić kartą.

Jednak póki co, nic takiego się nie dzieje. Szkoda…

Właściwie to potencjał ludzi zmarłych nie jest wykorzystywany.

O ile jakikolwiek istnieje, ale może nikt tego jeszcze nie odkrył? Takie zmarłe prababcie (w formie człekokształtnych duchów) mogłyby pilnować wnuków albo dotrzymywać towarzystwa osobom starszym. Po podłączeniu do specjalnego konwertera umiałyby nawet zadzwonić w razie czego przez telefon czy nalać wody do kubka. Zmarli naukowcy, dopuszczeni do prac badawczych, służyliby żywym kolegom swoim bogaty doświadczeniem. Bo czy to nie głupie, że jak umiera mądry człowiek, to cały jego intelekt przepada? Weźmy taki mózg profesora Bartoszewskiego. Ileż tam informacji! Jak to się zmarnowało… Mam nadzieję, że kiedyś ktoś stworzy program, który z głowy zmarłego pobierze całą jego wiedzę. A 100 lat później inny geniusz wymyśli sposób, by te twarde dane umieszczać w umysłach ochotników… Wszystko przez matkę naturę. Z jednej strony doskonała, a z drugiej taka felerna – byłoby łatwiej, gdyby dzieci dziedziczyły po rodzicach nie tylko kolor oczu i posturę, ale też to, czego tamci się dotąd nauczyli. Niestety, mała dzidzia nic nie umie, nic nie wie, cała edukacja czeka ją od nowa.

Rozmarzyłam się… A chciałam tylko zapytać, czy wyobrażasz sobie czasem, że twoi bliscy Umarli przychodzą porozmawiać. Są bardzo ciekawi, co u ciebie, co się działo na świecie w tym czasie, odkąd nie żyją, jak tam w Polsce.

Więc ty, tak jak umiesz, opowiadasz.

***

 


Follow my blog on Follow on Bloglovin

2 thoughts on “Opowieści dla umarłych”

  1. Odpowiem jak realista (chociaż czasem wątpię w swój realizm, w zasobność swoich życiowych doświadczeń także…), nie rozmawiam z Umarłymi, opuszczam ich, tak jak oni opuszczają ten świat. Chociaż, może nie do końca, bo moja filozofia jest taka, że życie i śmierć to jedna całość, tylko my – racjonalnie, a jakże! – rozłączamy to zjawisko na części, etapy: osoba on/ osoba off. Dzisiaj jestem, a jutro, gdy serce uzna, że wykonało już o jedno uderzenie za wiele i dramatycznie się potknie, nadal będę, ale… zupełnie inaczej. Nie wierzę w niebyt. Moja tożsamość pewnie drastycznie się zmieni, świadomość uleci, jak opar, którego nie było, ale ja, jakoś tam “będę”. Choćby dlatego, że kiedyś, w przeszłości się urodziłem i stałem się maleńkim, cudownym okruszkiem tego, dziwnego, myślącego kosmosu. Pozostanie “odcisk”.

    Ze zmarłymi nie rozmawiam, pomówimy sobie, jak poznam ich “język”, gdy ochłonę z afektów i gorączki myśli, w otoczeniu świętego spokoju. Wtedy być może przekonam się, że to oni wiedzą lepiej, wiedzą pełniej jak się sprawy (te fundamentalne) mają, chociaż nikt już o tym nie napisze książki. Szkoda.

    1. Może po śmierci każdy dostaje zaproszenie na cykl wykładów, na których objaśnia się wszystkie zagadki świata. W stylu: jak naprawdę wyginęły dinozaury, gdzie schowano Bursztynową Komnatę, czy Elvis nadal żyje i gdzie zaginęła moja ładowarka w 2008 roku (przez co nie można było sprzedać telefonu w komisie) 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.