Varia

Pomóżmy ludzią pisać bardziej czytajmy dziecią

Nie mam nic do błędów w pisaniu i jestem ostatnia, żeby je wyśmiewać (w ogóle, żeby cokolwiek wyśmiewać; co innego komentować satyrycznie wobec męża w kuchni wieczorem). Sama robię błędy i zaraz je tutaj omówię. Ale jest taki jeden błąd, który mnie fascynuje i zawsze wręcz cieszy jego widok, jakby stanęła mi nagle przed oczami twarz dawno niewidzianego przyjaciela z Gdyni. Jest to tytułowe użycie w celowniku liczby mnogiej formy nieistniejącej albo formy narzędnika liczby pojedynczej. Najczęściej występuje na forach internetowych, gdzie jedni użytkownicy doradzają innym w różnych sprawach, często dotyczących właśnie dzieci (np. ja daję dziecią sok z bzu i są zdrowe).

Czyż ten błąd nie jest spektakularny? Źle odmieniony wyraz staje się miękki, jakby bez ubrania, jakby czegoś mu brakuje. A brakuje “-om” (zwykłego “om”, a nie takiego jak w mantrze). Ciekawi mnie, czy osoby, które tak piszą, mówią również w ten sposób? Czy jest możliwe, żeby tak odmieniał mężczyzna (odradzałabym umawianie się z podobnym osobnikiem, jest bardzo prawdopodobne, że polegnie w walce ze słoikiem od koncentratu).

Inne najczęstsze błędy, które zauważam w piśmie, to:

– swojskie błędy ortograficzne, w wyrazach trudnych i wyrazach łatwych (np. takrze, żadko)

– “nie-” pisane osobno z rzeczownikami i przymiotnikami (często w pismach z administracji, np. Prosimy o nie wyrzucanie śmieci tu i tu, tylko tu.)

– brak przecinków w zdaniu (ulubiony błąd Polaków)

– niepoprawnie napisane wyrazy typu: naprawdę, na pewno, co dzień, nie raz / nieraz

– Błędnie użyty imiesłów przysłówkowy współczesny, np. Będąc w sklepie, zadzwoniła do mnie mama. Chodzi o to, że to ja byłam w sklepie, a nie mama. Zdanie powinno więc brzmieć: Gdy byłam w sklepie, zadzwoniła do mnie mama. Muszę przyznać, że ten błąd mnie bardzo irytuje i nie żywię wobec niego żadnej czułości. Mam wrażenie, że właściciel takiego zdania błądzi myślami daleko, codziennie przypala mleko itd.

– Słynne “witam” albo “witaj” nie razi mnie aż tak bardzo samo w sobie. Po prostu współczuję autorowi, że boi się napisać “dzień dobry” (do osób dalszych) lub “cześć” (do bliższych).

*

*

Jakie błędy popełniam sama w piśmie (proszę mi wierzyć, nikt mi nie pomaga):

– Dziwnym sposobem robię sporo literówek. Osiągnęłam level hard, bo nawet po trzecim czytaniu ich nie widzę. A przecież tak się staram…

– Stawiam za mało przecinków w zdaniu, nie rozdzielając prawidłowo zdań podrzędnie złożonych.

– Zaczynam zdanie od spójnika (ale, i, więc, zatem). Wiem, że to może denerwować i doprowadzać do łez, ale na razie nie daję rady inaczej.

– Źle używam cudzysłowu w stosunku do kropki i innych znaków interpunkcyjnych, zwłaszcza, gdy do towarzystwa dochodzi jeszcze nawias (“tekst!”?).

– Stosuję strategię unikania, gdy trzeba napisać słowo “jakichś”, bo zawsze mi się wydaje, że taka forma nie istnieje. Przeredagowuję specjalnie zdanie, żeby wyrazić to samo inaczej.

Moje błędy w mowie to:

– Automatycznie mówię “na dworzu”. Potem się poprawiam na “na dworze”, ale przykrość zostaje…

– Uwielbiam formę “tu pisze” i z premedytacją jej używam, pewnie dlatego właśnie, że jest tak bardzo wyśmiewana i mieszana z błotem. Podoba mi się także pewna tajemnica zawarta w tym wyrażeniu (nie wiemy, kto pisze; najpewniej autor danego tekstu; może duch?). Niesamowity jest czas teraźniejszy w odniesieniu do tekstu, który przecież już powstał w przeszłości. To tak, jakby ten tekst stawał się właśnie w momencie, gdy go czytamy. Czyż to nie magia na naszych oczach? Pamiętacie z filmu “Niekończąca się opowieść”, jak Bastian (o mały włos napisałam, że Atreyu) czyta na strychu książkę, w pewnym momencie krzyczy i za chwilę czyta, że chłopiec krzyknął? Noo, to jest tak samo jak z “tu pisze”. Z drugiej strony bardzo nie lubię uchodzącej za prawidłową formy “tu jest napisane”, bo nie przepadam za stroną bierną – jest bardzo zimna w odbiorze. Zawsze, gdy mój mąż powie coś w stylu “Te cytryny są umyte”, pytam mściwie “Umyte przez kogo? Przez podmiot nieobecny w tym zdaniu?”. Przecież mógłby powiedzieć “Umyłem te cytryny” i byłoby bardziej ludzko i ciepło. Na szczęście rzadko mówi takie rzeczy, bo kto by mył hurtowo cytryny w tych czasach?…

– Mówię “Mi się wydaje, …”, co jest także błędem w autoprezentacji, bo umniejszam w ten sposób znaczenie swojego zdania.

– Lubię sobie czasem powiedzieć coś w stylu “spadłam talerz” albo “wyschłam pranie”, co oznacza, że tak nieuważnie niosłam talerz, że mi wypadł i się potłukł, oraz że mój genialny sposób powieszenia prania wpłynął na przyspieszenie schnięcia.

– Tak poza tym, to raczej poprawnie piszę. Jest jednak jeden błąd, którego nie zrobiłam sama, ale który obciąża moje konto. Otóż miałam na ślubie małe prezenty dla gości, do których pewna firma ślubna przygotowała karteczki z tekstem “Dziękujemy za przybycie na Naszą uroczystość”. Gdy to zobaczyłam, chciało mi się płakać. Co za fopas…

Na szczęście to było dawno i nieprawda.

W teraźniejszości natomiast doświadczamy między innymi dwóch sposobów pisania:

– W korespondencji prywatnej typu szybkiego (czat, sms, mail) zaczynamy zdanie mała literą, na końcu zaś nie stawiamy kropki, tylko wysyłamy od razu lub enterem przechodzimy do następnego wiersza i tam kontynuujemy kolejne zdanie. Nie piszemy przecinków, zwłaszcza w korespondencji na telefonie, bo przecież wymaga to kliknięcia klawisza “symbol” i trzeba czekać bardzo długie ułamki sekund na zmianę liter w znaki specjalne. Przy dłuższej wypowiedzi z enterowaniem do linijki poniżej powstaje coś na kształt haiku. Można się poczuć jak poeta (jeśli komuś na tym w ogóle zależy).

– Pisząc komentarze lub własne posty w social media ludzie w większości (na oko 3/4) nie tylko zaczynają zdania małą literą, nie stawiają przecinków ani kropek. Ludzie robią coś niesamowitego, co również mnie fascynuje jak ten celownik liczby mnogiej: ludzie (aktywni użytkownicy ziemi) piszą jedno zdanie po drugim bez żadnego rozdzielenia. Aż nawet im zazdroszczę, muszą czuć niezły flow. A może nie ma co zazdrościć? Może to wynika z pośpiechu i zabieganej codzienności?

Trzeba powypluwać jedno słowo po drugim szybko szybko bo czasu mało tu dam dwie spacje tam wcale pozbierajcie sobie te słowa sami jak wam zależy com napisał napisałem i kropka bez kropki

I właśnie ten drugi przypadek (komentarze oraz własne posty) trochę mnie irytuje. Że to tak niechlujnie wygląda. Że to tak nie przeszkadza. W domu fugi doczyszczone, w szafie ubrania w kostkę, a tu taki bałagan w wyrazach.
A może źle interpretuję? Może to żaden bałagan, tylko wyraz wolności i spontaniczności, wyzwolenia z jarzma narzucanej poprawności, której nikt nie potrzebuje, która tylko krępuje. Zasady gramatyki, ortografii i interpunkcji są trudne i ja się nie dziwię, że ciężko je zapamiętać i praktycznie stosować. Człowiek zrodzony z niewiasty ma krótkie i bolesne życie, po co jeszcze dokładać mu stresu podczas pisania – czynności koniecznej, lecz w końcu nie tak ważnej dla podtrzymania istnienia gatunku. Może w toku ewolucji dojdziemy do czasów, gdy zakazane będzie wymaganie poprawności językowej (podobnie jak zakazane będzie pokazywanie surowego mięsa w reklamach tv, gazetach i na billboardach).

Pora teraz przytoczyć mój ulubiony jednorazowy błąd.

Pytałam kiedyś w Empiku o książkę “Czterej pancerni i pies i coś tam” (taka niespodziewana sytuacja życiowa). Pan z punktu informacji wpisał w komputerze “trzterej” i nic mu nie wyskoczyło, brak wyników, nie ma takiej książki proszę pani. Byłam trochę ogłuszona kreatywnością pana. Odtąd to zdarzenie powraca do mnie od czasu do czasu we wspomnieniach.

*

Czy napisałam wyżej, że jestem mistrzynią w zauważaniu literówek (u innych, ale nie u siebie)? Mój najnowszy hit to “huśtwaka”. Tak napisane jest na metce od dziecięcej huśtawki.

Huśtwaka

brzmi jak indiańska nazwa jakiegoś zwierzęcia – mieszkańca prerii (wiecie, mały pyszczek, błyszczące futerko, niby słodki, ale wigwam przegryzie).

*

*

Nie zamierzałam pisać tu tylko o błędach, ale też o specyficznym sposobie mówienia, który nie jest niepoprawny, ale jednak osobliwy.

Na przykład moja babcia mówiła tak:

– Nie jedz bez przymus. (czyli nie jedz na siłę; oczywiście dotyczy tylko ziemniaków, mięso trzeba zjeść do końca)

– One lubieją być w tym sklepie. (moje ulubione swego czasu ciastka Szampanki)

– To jeich dom. (musi, że naprawdę ich, już bardziej ich się nie da)

– Zrobić ci kapuczinę? (kapuczina – tu nie trzeba komentarza; to słowo jest swoim własnym rzecznikiem)

– koczur (duży, nieprzyjemny kot)

Przeczytałam w pewnej książce (nie powiem tytułu, bo podupadłabym natychmiast w oczach osób darzących mnie czymkolwiek), że jak ktoś umiera, to trzeba wziąć z niego to, co najlepsze i kontynuować, aby te cechy przetrwały i make them go viral. Ja chciałabym, żeby przetrwały właśnie te fajne zdania mojej babci i aktywnie ich używam.

*

Zauważyliście, jak dziwny jest polski język, jeśli chodzi o składanie komuś życzeń? Mówimy “życzę ci, żebyś był zdrowy”. BYŁ! Wiem, że taka jest forma życzenia odnoszącego się do przyszłości, ale jednak brzmi to głupio, a na pewno niewłaściwie, bo BYŁ dotyczy przeszłości, a nam chodzi o nadchodzący czas. Powinniśmy zatem mówić raczej

“życzę ci, żebyś jest zdrowy”

albo “żebyś będziesz zdrowy”. W ten sposób dobitnie podkreślilibyśmy, o co nam chodzi, jak szlachetne są nasze intencje, a nie, że mechanicznie klepiemy to, co zawsze.

*

A zauważyliście (Wy, którzy dzieci swe od maleńkości chowacie), że dziecko samo zaczyna mówić w wołaczu “mamo, tato” mimo, że nie jest tak uczone? Każda mama mówi tylko “mama da, mama przebierze, chodź do mamy, idziemy z mamą, dasz mamie?”. Aż tu nagle dziecko samo zaczyna mówić “mamo”. Czy to znaczy, że to dzieci wymyśliły wołacz, ostatni przypadek w języku polskim? Czy ktoś wie? Noam Chomsky nie wiedział, jak go ostatnio po kolacji spytałam.

*

Och, tyle mnie rzeczy jeszcze intryguje w języku, pisaniu i mówieniu, ale już 01:03 u mnie na zegarze, spać idę. W Sztambuchu Blogera napisali (ci tajemniczy autorzy), że każdy post powinien się kończyć z call to action. No więc, jeśli ktoś tu może do końca doczytał, niech czuje się wezwany nie do pozostawienia komentarza lub polubienia na Facebooku (choć do tego też wzywam), ale do używania średnika jako słodkiego, zapomnianego i wypoczętego znaku interpunkcyjnego, który wspaniale ozdabia zdanie, pozwala je przedłużyć, dodaje nonszalancji i wspaniale wpisuje się w nurt nowoczesnej retrooryginalności. Jak podaje Wikipedia, średnik ma mniejszą moc niż kropka, ale większą niż przecinek.

Jak jakiś bohater z filmu science fiction.

Przywróćmy średnik do żywych! Dla inspiracji możesz zobaczyć, jak swobodnie użyłam średnika w sekcji “O mnie”.

Do następnego przeczytania ; – )

*

Aha, na zakończenie jeszcze wkleję tu powiązany tematycznie tekst piosenki zespołu hip-hopowego

Die Polnischen Humanisten,

który istniał za moich czasów w liceum. Nie mogę wkleić oryginalnej wersji, bo zawiera dwa wulgaryzmy, więc osoby wrażliwe (a także suche, normalne, mieszane i tłuste) musiałyby czytać z zamkniętymi oczami, a nieletnie skrzętnie przejść w tym momencie do Archiwum bloga. Wklejam więc wersję niewinną:

Moja grama coś utyka,
ortopunkcji nie pografię.
Mam 3 słowniki z polskiego,
trzymam je zamknięte w szafie.

Nie wyciągam ich przed zmrokiem,
chronię przed ciotek złym okiem.
W nocy czytam przy latarce,
wertuję kartka po kartce.

Lecz nic z tego nie kapuję,
znowu zgarnę w szkole dwóję.
Stróżu mój, Boży aniele,
więc pouczę się w niedzielę.

Czas upłynie mi przy winie,
zapamiętam, że przecinek
stawiam tam, gdzie robię przerwę,
żeby tlenem napchać gębę.

A jak skończę jedno zdanie,
stawiam kropkę, byś baranie
jasno widział, że to finał,
drugie będę wnet zaczynał.

Słowa to nie są naboje,
pisać wolno się nie boję.
Co napiszę, raz przeczytam
i poprawię, gdy coś zgrzyta.

… I tak dalej. Czy ktoś może pamięta, jak to dalej leciało? No dobra, nie było żadnego zespołu, a piosenkę wymyśliłam sobie właśnie. Zapraszam do dopisywania kolejnych zwrotek w komentarzach 🙂

Papaj! 🙂

 


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Niechaj połączy nas internetowa więź!

Follow my blog on Follow on Bloglovin

 

Będę oszołomiona, jeśli udostępnisz ten wpis, klikając na f-jak-Facebook:

2 thoughts on “Pomóżmy ludzią pisać bardziej czytajmy dziecią”

    1. Hej Skrzypczyni! Miło Cię “widzieć” 😉 Babcie to kopalnie niesamowitych słów i zwrotów, zwłaszcza te przedwojenne. Moja powiedziałaby jeszcze “poletę kupić jabłek” (=polecę, pójdę) 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.