Varia

Sekrety Tuli – appendix do wpisów minionych (część I)

sparkle

Czy wspominałam w poście o teście Gallupa, że jeden z moich talentów nazywa się Ideation? Według pana Gallupa “people with dynamic Ideation talents are spontaneously creative and bring new and fresh perspectives”. Brzmi miło. Ale dalej mała przestroga: “Think through your ideas before communicating them (…) others might not be able to “connect the dots” of an interesting but incomplete idea, and thus might dismiss it”. To samo powtarza mi Mąż. Że nie każdy siedzi mi w głowie. W takim razie otwieram cykl “Sekrety Tuli” i zapraszam do mojej głowy. W części I skomentuję na poważnie i uczciwie najstarsze 10 wpisów.

O co chodzi z tą łaciną?!

Bojalubięłacinę… Jakiś taki ma urok dla mnie.
Dlatego moje kategorie noszą łacińskie nazwy:
ARS VIVENDI – sztuka życia
TULA SCRIBIT – Tula pisze
VARIA – różne

“Varia” to zwyczajowy tytuł czytanki w podręczniku do nauki łaciny, w której nie ma konkretnego tekstu, a zbiór różności, typu sentencje, słówka, pojedyncze zdania. Kto chodził ze mną do klasy w liceum, ten pamięta nasze “zabawne” lekcje z Rzeźnikiem i może teraz nawet czyta ten post. Daliśmy radę. Pozdrawiam 🙂

łacina

A teraz po kolei od dawien dawna ku teraźniejszości (nagłówki to klikalne tytuły minionych postów, a pogrubienia to cytaty z wpisów):

MÓJ PIERWSZY POST O NICZYM SZCZEGÓLNYM

Rzeczywiście nie piszę w nim o niczym konkretnym, ale w jednym miejscu padają słowa:

Niech zacznie się zatem niepohamowana ewolucja mojego stylu (z pominięciem językowych diplodoków) i swobodny dobór naturalny tematów!

Teraz może, po tych wszystkich filmach o dinozaurach, diplodoki nie są żadną sensacją. To był jednak pierwszy dinozaur, którego znałam z nazwy. A to dlatego, że czytałam wielokrotnie komiks “Podróż smokiem diplodokiem”. Ten sam pan, Tadeusz Baranowski, stworzył również “Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady”, “Skąd się bierze woda sodowa” i “Antresolka profesorka Nerwosolka” (zapamiętałam, że jedna z żeńskich postaci miała uczulenie na prymulkę) – wszystkie cztery leżały na mojej półeczce przy łóżku.

CZŁOWIEK WPISANY W PROSTOKĄT, CZYLI KOLOROWE PRAPOCZĄTKI ROZWOJU OSOBISTEGO

Czytamy:
Zabawa kalejdoskopem to przyjemność płynąca z oglądania niepowtarzalnych układów figur, tworzonych przez podlegające sile grawitacji kolorowe szkiełka. Liczba układów jest nieskończona, ale szkiełek tylko kilka…

Kalejdoskop to jedna z moich ulubionych zabawek z dzieciństwa. Uwielbiałam go rozmontowywać na kawałki. Podobnie zresztą jak nakręcany budzik, który dała mi babcia, żebym mogła zobaczyć, co jest w środku. Nie udało mi się złożyć go z powrotem. Może dlatego, że nie spróbowałam ani razu?

budzik

*

Moja pierwsza lista obszarów życiowych rozśmieszyłaby nawet galerników.

Powinnam usunąć to zdanie. Odwołuje się do ludzi, którzy doświadczyli bardzo ciężkiego losu. Przykuci łańcuchami na dnie statku musieli wiosłować o chlebie i wodzie. Bici, nie widzieli światła dziennego ani możliwości poprawy swojej tragicznej sytuacji. Często szli na dno ze swoim statkiem-więzieniem. Zapewne nie śmiali się nigdy. Nie mieli też siły na płacz.
W dzieciństwie oglądałam wiele filmów, w których akcja działa się na galerze. Filmowi galernicy buntowali się, jakżeby inaczej. Nie pamiętam niestety żadnego tytułu. Może ktoś podpowie?
Oczywiście “Czarna galera” z serii o Thorgalu Aegirssonie to był must read w tamtych czasach.

*

Równoległobok i trapez odpadają, bo są jakieś dziwne i nie mają tego “sparkle”.

Jestem chyba jedyną osobą w Polsce, która oglądała wszystkie edycje programu “Top model”. W jednym z odcinków Joanna Krupa mówi o kandydatce: “Jest ładna, ale nie ma tego sparkle”. Przejęłam określenie, ale nie nadużywam, wszak to angielska mowa, a Polacy nie kaczki – polskie mają jadaczki.

*

Może walka z ufoludkami o panowanie nad ziemią, przymusowa hibernacja jako środek zaradczy przeciwko katastrofie głodu albo cofanie się w czasie z przyczyn “od nas niezależnych”.

To mi chyba zostało z jakichś filmów. Rozpoznaję “E.T.”, którego się bałam; “Hibernatus” z Louis de Funes i “Powrót do przeszłości”. Oglądałam to, co puszczali w telewizji…

*

Jeśli interesuje mnie rozwój osobisty (a interesuje), mogę na tej podstawie spojrzeć spokojnie na swoje życie z pewnej odległości (jak lew na antylopę) i określić, z czego jestem zadowolona, co już osiągnęłam, co jest dla mnie ważne, co mi się nie udaje, gdzie jest miejsce na marzenia i gdzie tę antylopę najlepiej ugryźć.

Bo oprócz filmów puszczali też “Zwierzęta świata” – programy przyrodnicze ze słynną Krystyną Czubówną. A w nich guśce, kapibary, aligatory, niedźwiedzie, gnu i lamparty dostarczały alternatywnej rozrywki. Pamiętam do dzisiaj niektóre sceny walki.

Afryka

JABN I JASTYSIS – WSTĘP I CZĘŚĆ I

Dobrze się przy tym bawiłam, więc było mi tylko trochę przykro, gdy Michał Larek skrytykował to moje wiekopomne dzieło.

Michał Larek prowadził kurs Storytellingu, na który chodziłam kilka lat temu. Nie znałam wcześniej tego pana, a teraz okazuje się, że to ho ho, coraz bardziej popularny autor kryminałów. Gratuluję!

*

Niemniej jednak będę regularnie zapraszać do przeczytania kolejnej anegdoty, w czym wspierać mnie będzie oczywiście Romantyna z Lukru, patronka utworów sentymentalnych, ale jakże fajnych.

Taka pani oczywiście nie istnieje, ale dla jasności zaznaczam.

*

Bo scribo (-ere) to po łacinie pisać.

W języku łacińskim czasownik podaje się w takiej dziwnej formie – w 1. osobie liczby pojedynczej plus w bezokoliczniku, np. kochać to amo, amare, zwyciężać – vinco, vincere. Nie mogę sobie wyobrazić, jak starożytni Rzymianie swobodnie mówili w tym języku. A juz pisanie smsów to musiała być tragedia (grecka).

*

Bo co, jeśli się od siebie odsuną? Jeśli zaczną nawoływać do siebie i widzieć się tylko w nocy w wielkim łożu z kołdrą 200 na 200, która miękko spływa po bokach, nadając wrażenie luksusu.

W czasie studiów lubiłam sobie oglądać na TVN Style program “Perfekcyjna pani domu” z Antheą Turner. Nikt wtedy jeszcze nie słyszał o Małgorzacie Rozenek. Anthea miała w domu tak czysto, że w jednym z odcinków naprawdę jadła kanapkę na ziemi. Polecała obszerną kołdrę dla dodania sypialni schludności i okazałości.

*

Za wąska kołdra była rzeczywiście za wąska. Jabn i Jastysis leżeli więc plecami do siebie, równolegle, by zimne niedobre powietrze nie wpadło pomiędzy nich.

TAKIE TAM O LUDZIACH DOBRYCH I NIEDOBRYCH

Bo przecież normalny człowiek to co najwyżej ciuchy w przymierzalni zostawi, zamiast odnieść na wieszak…

Przyznaję, że raz w życiu tak właśnie zostawiłam i poszłam sobie. Na ogół jestem zbyt dumna, żeby robić coś złego.

TAM, GDZIE KIEŁKUJĄ ZAGWOZDKI

Zagwozdki nadal nierozwikłane, nic się nie ruszyło. Tylko wyjaśniam:

Humaniści: Koniec i dubeltówka, a kto czytał, ten altówka. (Nawiasem mówiąc, ja też chciałam nazwać córkę pięknym imieniem Rita, ale koleżanki były bardzo zdegustowane).

Taka przeróbka zakończenia “Ferdydurke”: „Koniec i bomba. A kto czytał ten trąba”, które Gombrowiczowi podsunęła domowa gosposia. Rita to jego zagraniczna żona.

trąbka

TAJEMNICE TESTU GALLUPA

Nihil explicandum – nic do wyjaśniania. Mam nadzieje, że dobrze przetłumaczyłam. Jeśli źle, to mnie poprawcie 😉

JABN I JASTYSIS – CZĘŚĆ II

Czuli się wtedy bardzo gospodarni, szlachetni, a Jastysis wspominała, jak to w dzieciństwie czytała o Piaście Kołodzieju i widziane oczyma wyobraźni pełne spiżarnie szczodrego i nieźle zorganizowanego gospodarza na zawsze wryły jej się w pamięć, stanowiąc niedościgniony wzór i stały punkt odniesienia „w tym, ach, jakże zmiennym świecie”.

Moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem czytania komiksów. Był wśród nich też i taki o Piaście Kołodzieju. Ciekawie wydany, bo każdy dymek zawierał też tłumaczenie tekstu na angielski lub niemiecki. Czytałyśmy go na role z koleżankami i szczególnie przeżywałyśmy odzyskanie wzroku przez syna Piasta.

*

A przecież w międzyczasie wynaleziono mus czekoladowy, króla słodyczy, najdoskonalszego w formie i smaku!

Uwielbiam mus czekoladowy, odkąd to zaprzyjaźniliśmy się podczas mojej podróży poślubnej.

[TUTAJ POWINNO SIĘ ZNALEŹĆ ZDJĘCIE MUSU CZEKOLADOWEGO,

ALE NIE ZNALAZŁAM NICZEGO ODPOWIEDNIEGO,

CO W PEŁNI ODDAWAŁOBY URODĘ TEJ AMBROZJI]

*

Jastysis jadła go łyżeczka po łyżeczce, dwadzieścia rąk znikło, jakby przyszedł dzielny Herkules i za jednym zamachem wszystkie poucinał.

Widzimy tu 🙂 nawiązanie do jednej z prac Herkulesa – zabicie hydry lernejskiej. Znam z książki “12 prac Herkulesa Poirot”. Polecam do przeczytania jako powrót do korzeni, zwłaszcza rozdział o ptakach stymfalijskich.

WÓŁ W WINDZIE – CZYLI CO BY BYŁO, GDYBY ZNALEŹLI WTEDY MIEJSCE W GOSPODZIE

To jest mój ulubiony wpis na blogu!!! Aż sama się sobie dziwię, że to napisałam. Musiałam mieć przedświąteczny flow.

Sielanka trwała dwa tygodnie, bo oto nagle klienci zaczęli jeden po drugim rezygnować, aż zostały same niedobitki (chudy żołnierz rzymski z dziewczyną, baba z trojką dzieci, jakieś dwa małżeństwa, stary dziadek w podróży poemerytalnej i to wszystko).

Chudy żołnierz zapewne inspirowany komiksami z serii “Asterix”, które to:
a) czytałam w dzieciństwie
b) nigdy nie czytałam
Odpowiedź a) jest prawidłowa, przechodzisz dalej.

*

Za to trzymamy w domu żywe drzewo z lasu, świętujemy najuroczyściej o jeden dzień wcześniej, odwiedza nas gruby facet ubrany na czerwono, jemy płaskie pierniki (a przecież najlepsze są te grube), oszukujemy dzieci, że ryba to kotlet, po emblematach ktoś mógłby pomyśleć, że urodziny obchodzi niejaki Rudolf.

Mój przepis na grube pierniki znajduje się tutaj.

ZUSAMMENFASSUNG DES JAHRES (SPOKOJNIE, TEKST JEST PO POLSKU)

Jeszcze podczas zimy pojechałam do Peru na niespodziewany dwutygodniowy urlop, co tym bardziej mnie zdziwiło, bo kraj ten nigdy nie znajdował się na mojej liście marzeń (a na pewno daleko dalej od Puszczy Knyszyńskiej); zwiedziłam, co trzeba, oprócz Machu Picchu, bo jakoś zawsze się bałam tego miejsca.

Tak, mumia mogłaby złapać mnie za nogę i co wtedy? Wciągnie mnie do dołu, a tam setki pająków peruwiańskich (jadowity gatunek aranea peruviensis*) i inne mumie grają w szachy przy spróchniałym stoliczku. A ja w szachy zawsze przegrywam…
*taki mój wymysł, mam nadzieje, że nie istnieje

Machu Picchu

***

Hm, wpis się zrobił obszerny, a tu końca nie widać, bo moje zusammenfassung roku to co najmniej kolejne 1000 znaków. Więc urwę w tym miejscu i dokończę, powiedzmy, za miesiąc. Mozie ta bić? (jak mówi pewna mała dziewczynka).

Oficjalne zakończenie:

To by było na tyle. Maciej Wojtas powiedział, że piszę długie posty. W domyśle – za długie.
No dobzie, opisałam pierwsze 10 wpisów, dlatego tak wyszło. Za jakiś czas kolejne 10, potem kolejne. Aż nie będzie nic więcej do wyjaśniania. I zapłaczę jak Aleksander Macedoński, gdy zagrabił wszystkie ziemie i nie było już nic więcej do podbijania. A to bucefał, mógł się wziąć za robotę. Już by mu Rzepicha pokazała, co to znaczy ziarna kamieniami z pola mielić…

Do zobaczenia!

 

PS Jeśli jesteś tu pierwszy raz, koniecznie przejrzyj zakładkę INDEX 🙂


Czuję, że podoba Ci się mój fajny blog. Możesz chętnie polubić, nie mam nic przeciwko…

Follow my blog on Follow on Bloglovin

Będę oszołomiona, jeśli udostępnisz ten wpis, klikając na f-jak-Facebook:

4 thoughts on “Sekrety Tuli – appendix do wpisów minionych (część I)”

  1. Musiałam przerwać lekturę i przewinąć do sekcji komentarzy, ażeby się przyznać, że dzielę z Tobą niewyjaśnioną afekcję do Top Model. Zrobiło mi się ciepło na sercu, myślałam, że poza mną ogląda to tylko redakcja Pudelka.

    1. No to jesteśmy już dwie 🙂 Ciekawe, czy miałyśmy zawsze tych samych faworytów. Polecam przeczytać wpis do końca – jeśli byłaś w Machu Picchu, to pewnie zrozumiesz mój strach przed mumiami 😉

  2. Ja też widziałam Top Model, ale tylko ostatnią edycję 🙂 “Na ogół jestem zbyt dumna, żeby robić coś złego.” – też tak mam! Podoba mi się Twój styl i polot. Super blog!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.