Ars vivendi

Takie tam o ludziach dobrych i niedobrych

Idą Święta. Święta to tradycyjnie czas, gdy wszyscy będą chcieli być dla siebie dobrzy. I pewnie rzeczywiście ludzie dobrzy na co dzień będą nadal lub jeszcze bardziej dobrzy. Zgodnie z zasadą “kto ma, temu będzie dodane” (tak, tak, podaję tylko połowę zasady, bo mi druga część nie pasuje do tematu). A pozostali?…

A pozostali nadal będą źli (może zrobią mała przerwę na Święta). Nie da się ukryć, że zło nadal istnieje na świecie. Każdy to wie, nawet jeśli osobiście go nie doświadczył. Mam na myśli zło powodujące fizyczne lub psychiczne cierpienie człowieka (w tym śmierć).

Przeczytałam sobie w Internecie trochę statystyk policyjnych z roku 2015 (z r. 2016  nie było – wiem, że tłumaczę się jak uczeń, gdy pani dyktuje pytania na klasówce “tego nie było, nie byyyło”): Przez cały 2015 rok liczba wszystkich przestępstw stwierdzonych wyniosła 833 281, w tym liczba  przestępstw kryminalnych 553 767, w tym zabójstwa 502 i zgwałcenia 1233. Jeśli 502 osoby zostały zabite, to znaczy, że co najmniej 502 osoby płakały (ktoś bliski ofierze).

Przykro mi i mam łzy w oczach, gdy pomyślę, ile zła ludzie jak dotąd w przeszłości wycierpieli – jako niewolnicy, na wojnach, mordowani, opuszczeni, dręczeni, okradani, gwałceni, przetrzymywani, torturowani i zabijani – głównie masowo, całe narody, klasy lub grupy społeczne. Ile tego cierpienia unosiło się w każdej godzinie z tych biednych ludzkich ciał. Widać, że ludzie się z czasem ucywilizowali – zadawanie cierpienia psychicznego lub fizycznego nie jest już oprócz coraz rzadszych wojen elementem życia społeczeństw. Nie napadną cie zbójcy pomieszkujący w parku w szałasach. Nie złapią cię na ulicy i nie przymuszą do pracy w Biedronce. Ani też nie wpadną do twojej pracy, żeby cię wywieźć na polski biegun zimna i tam trzymać w obozie z jedną bułką orkiszową na dzień. Nie, teraz zło generowane jest przez jednostki (ewentualnie grupy) wobec jednostek (czasem trój- lub czwórnostek).

Skoro jako ludzkość zdołaliśmy niemal przestać masowo zadawać zło, to może dałoby się jeszcze coś zrobić z tymi indywidualnymi przypadkami? Wiele rzeczy się udaje. Np. pamiętam czasy niedawne i mroczne, gdy w supersamach (supersam = wielkopowierzchniowy sklep samoobsługowy, np. Carrefour, przez niektórych zwany supermarketem) można było brać sobie ile wlezie foliowych siatek/reklamówek/foliówek do zapakowania zakupów. Aż tu nagle kilka lat temu przetoczyła się przez Polskę wielka akcja w mediach i sklepach, żeby przychodzić ze swoja siatką z materiału/torbą ekologiczną/dziadówką. I co? I “udajo sie” jak mówi pewna mała dziewczynka. Teraz to nawet trzeba za foliówkę płacić, jak się zapomni swojej.

To może podobna akcja, żeby zapobiegać złu, też odniosłaby sukces?

Bo tak się mówi wiecznie i mówi, żeby być dobrym dla innych, nie czynić drugiemu, co tobie niemile, dobro/zło powraca – w kościele, literaturze, filmach, mediach, rodzinach… A jednak z wynikami słabo. I wszyscy się do tego już chyba przyzwyczaili i po prostu starają się unikać zagrożeń.Akcje społeczne w mediach oczywiście były już wiele razy, ale mam wrażenie, że działają raczej na ludzi normalnych i dobrych. Dobry obejrzy filmik, żeby nie bić dzieci, żeby nie jechać po pijanemu i w efekcie jeszcze bardziej w ogóle nie będzie bił i o 100% zwiększy swoją zerową jak dotąd i przyszłą niesiadalność do auta pod wpływem alkoholu. A zły obejrzy i wzruszy ramionami.

A tu chodzi o to, żeby oddziałać na ludzi złych. Którzy zrobili coś złego kiedyś, są źli na co dzień lub może będą źli. Przestępcy nie rodzą się na innej planecie. Nie są zrzucani na spadochronach na tereny województw o największej przestępczości (przy nagłej zmianie frontu atmosferycznego mogą poszybować nawet w lubuskie). Wystarczy iść na większy plac zabaw lub do przedszkola i spojrzeć w te niewinne buzie. Ktoś z nich zrobi kiedyś coś złego. Jak to w ogóle możliwe?

Dzieci są ok. Dzieci nie mordują, nie gwałcą, nie kradną samochodów, nie biją się na stadionach. Dlaczego tak się dzieje? Czy nie mają takiej potrzeby? Nie mają takiego pomysłu?

Większość cięższych przestępstw popełniają dorośli mężczyźni. Nie trzeba czytać statystyk, żeby to zauważyć. Czy mężczyźni mają jakiś gen zła? Czy gdyby wszyscy mężczyźni zniknęli nagle lub stopniowo z powierzchni ziemi, to zło zginęłoby z ostatnim z nich? Przestępstwem kryminalnym byłoby wtedy sprzątnąć innej kobiecie buty w promocji sprzed nosa albo tak sformułować komplement, żeby zrozumiała sarkazm i pogardę i popłakała się w toalecie.

No, ale wiadomo, mężczyźni nie dinozaury i nie wyginą. Tak sobie myślę zatem, że może powinniśmy powoli zacząć działać bardziej wśród dzieci i młodzieży. Np. obowiązkowy przedmiot w szkole – nauka empatii. Wiem, że powszechnie się uważa, że dziecko powinno być wychowywane w domu i w domu nauczyć się kultury i moralności. A jednak gołym okiem widać, że się wielu nie nauczy, bo po prostu różne są rodziny. Szkoła to jedyne miejsce, gdzie przez wiele lat mamy te wszystkie dzieci (wszystkich obywateli) razem. Szkoda takiej szansy nie wykorzystać. Empatia jako przedmiot szkolny dobrze brzmi – już widzę te scenki do odgrywania, omawianie sytuacji, opisywanie uczuć człowieka w różnych sytuacjach, testy wyboru z jedną odpowiedzią poprawną. W kolejnych klasach tematyka dostosowywana do wieku. Na świadectwie ocena z empatii (nie wiem do końca, czy to dobry pomysł – potem ktoś sie mógłby tłumaczyć: miałem tróję z empatii, więc biję żonę, bo jak było o tym na lekcjach, to akurat leżałem ze świnką).

Oczywiście nauka empatii to za mało. Bo przestępcy najczęściej wiedzą, że robią źle i że ofiarę to boli. W takim razie potrzebne są jeszcze inne środki, już pozaszkolne. Może telefon zaufania dla ludzi złych, naprawdę anonimowy. Akcje w mediach mniej obrazowe, a bardziej konkretnie wyjaśniające, dlaczego coś jest przestępstwem. Podpowiadające, jak się zachować, gdy czujesz, że zaraz zrobisz coś złego;  jak rozpoznać, że masz niebezpieczne zaburzenia (i gdzie się samemu zgłosić i dlaczego); jak nie pogarszać przestępstwa, gdy już się zaczęło (i mieć dzięki temu lżejszą karę, a czas w wiezieniu aktywnie wykorzystać na siłowni lub ucząc się hiszpańskiego). Oraz przede wszystkim – jeszcze bardziej piętnować przestępstwa. Bo to wstyd być przestępcą, ale ludzie bardziej sie wstydzą plamy na koszuli.

Generalnie proponuję ze swojej strony zamienić dawne hasło „make peace, not war” na bardziej współczesne “nie zabijaj, zjedz batona”.

Żeby tylko nie wzrósł przy  tym popyt na Snickersy wśród normalnych dobrych ludzi. Że niby mam dzisiaj dziką ochotę okraść faceta pod blokiem, to już lepiej zjem batona i do ostatniego kęsa mi przejdzie. Pamiętaj normalny dobry człowieku, to nie o ciebie tu chodzi, nie ten kaliber. Bo przecież normalny człowiek to co najwyżej ciuchy w przymierzalni zostawi, zamiast odnieść na wieszak…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.