Varia

Za uszami, za włosami żyła głowa z zagwozdkami

zagwozdka

Czy ktoś jeszcze pamięta moje pierwsze zagwozdki? To takie sprawy powszechne i proste, które ciężko mi zrozumieć albo stanowią osobliwą zagadkę. Posłuchajcie…

Fizyka

Fascynuje mnie zjawisko istnienia temperatury. Przykładowo – trzymam zimne mleko w lodówce. Wyjmuję je i kładę na szafce. Po jakimś czasie nie jest już tak zimne, ma tzw. temperaturę pokojową. Albo na odwrót – podgrzewam mleko w garnuszku. Potem zapominam o nim (po wyłączeniu kuchenki) i rano patrzę, a tu mleko nieschowane i chłodne. Jak to się dzieje, że zmienia się temperatura? No ja wiem, że następuje takie jakby ujednolicenie ciepłoty. Słupek rtęci staje się propagatorem równouprawnienia ciał stałych i ruchomych, rzecznikiem sprawiedliwej koegzystencji. Od zawsze gdy chłód spotyka żar, splatają się w przyjacielskim uścisku tak długo, aż “staną się jak jedno”.
Ale nie o to mi chodzi.
Chciałabym wiedzieć, jak to się odbywa fizycznie. Przy poprzednich zagwozdkach “ustaliłam”, że ciało ludzkie składa się z komórek, a każda komórka z atomów (a w atomach cisną się kwarki). Mleko, rozumiem, że składa się od razu z atomów? Udajemy, że tak, żeby było łatwiej. To co tam się odbywa, że mleko ma określoną temperaturę? Temperatura jest czymś dodatkowym czy też tkwi w każdym atomie jako jego cecha? Z tym atomem coś się dzieje? Wewnątrz niego? Że protony się poruszają np. wolno, gdy mleko zimne, a szybko jak ciepłe? O, ludzie… Tak to sobie wyobrażam, bo rozumem ogarnąć nie daję rady.
I stoi sobie ten kubek mleka ciepłego jak nogi męża pod kołdrą, a białego przy tym jak nieopalone nogi żony i dokoła niego chłodne powietrze. No i? Pytam mojego od 11 lat Męża, co on sądzi o tej kontrowersyjnej sytuacji, a dla niego wszystko jest jasne – nastąpi wymiana ciepła od temperatury wyższej do niższej.
Hm… Muszę pomyśleć. Jeśli to słynne ciepło byłoby czymś dodatkowym w mleku, to wtedy ma hyc hyc wyskoczyć do powietrza i tam… co? Rozproszyć się równomiernie aż do każdej szczelinki kuchni?
A jeśli jest cechą mleka, to…? Jego atomy pomachają do atomów otoczenia:

Hej, hej, musicie być takie jak my! Odbiór!

Na to atomy z powietrza położone najbliżej, powiedzmy że na rancie kubka:

Hej, hej, słyszymy was, już stajemy się takie jak wy! Bez odbioru!

Następnie to one podają dalej do kolegów bliżej przy ścianie: Hej, hej, musicie być takie jak my! Odbiór! I tak dalej… Aż cała kuchnia potwierdzi:

Jesteśmy takie, jak wy!

Jeju, to brzmi jak jakiś obłęd. Do tego, jak się pomyśli, że to się cały czas odbywa dookoła nas. Mało tego, także za oknem, tam dalej na całym świecie. Poczułam lekki niepokój. To może przejdę do kolejnego tematu, bo przygotowałam tu sobie w notesiku jeszcze kilka zagwozdek do opisania. Tym bardziej, że wpisałam teraz w Google “wymiana ciepła” i już pierwsze zdanie mnie przygnębiło, bo pojawiło się tam tajemnicze słowo “energia”. Jeśli myślisz, że wiesz, co to energia, spójrz tutaj. Brr…

mleko

Artykuły spożywcze

Kocham słonecznik. Gdybym tak założyła plantację tych kwiatów? warzyw? potomków promieni słońca, które pragnęły zostać wśród ludzi?, to moje zbiory budziłyby podziw na wszelkich agrotargach, w rolniczych notowaniach, zachwycały na straganach, królowały na sofach, łuskane do ulubionego serialu. Może to zadanie dla mnie? Hm… pomyślę o tym po dziewięćdziesiątce; może do tego czasu wyrobię się z bieżącymi zaległościami. Powodem mojej zagwozdki jest łuskanie. Jak ja łuskam, ty łuskasz, on ona ono łuska, to jest ok, nie obchodzi mnie, jak to robicie – czy rozgniatacie łupinę w palcach, czy też rozgryzacie przednimi zęby. Osobiście preferuję drugi sposób (pierwszego nie umiem) i dlatego zdarza mi się zjadać ziarenka wraz z robakami. Tak, z tymi zielonymi i rudawymi. W smaku nie ma różnicy, zapewniam. Zbyt kocham słonecznik, by zwracać uwagę na takie błahostki jak obślizgłe żyjątka. Moje pytanie jednak brzmi: w jaki sposób łuskany jest słonecznik, który potem można kupić jako gołe ziarenka w torebkach? Proszę, nie mówcie, że ktoś je dotyka zębami i ślini przy tym na pewno. Że potem ta ślina jest chemicznie odkażana. Abo że łupiny niszczą laserowo specjalnie przeszkoleni pracownicy ubrani w mikroszczelne skafandry. Proszę, powiedzcie, że gdzieś tam, daleko, rośnie specjalny gatunek słonecznika bez łusek. Niech ta bajka trwa.

słonecznik

Fauna naszych domów

Lato w Polsce jest tak krótkie… Zawsze, gdy dokładnie 23 września pogoda znienacka się pogarsza i powietrze staje się groźne (na szczęście jeszcze nie mroźne), zadziwia mnie, jak ci ludzie w przeszłości mogli na tych naszych ziemiach tu osiąść i wytrzymać te straszne zimy i brak słońca. Ile musiało być w nich samozaparcia, w tych chałupinkach lichych, na drogach ubłoconych, z wiatrem hulającym jak wi-fi. Dlaczego nie porzucili wszystkiego i nie wyjechali na południe? I jeszcze się rozmnażali, dzieci w trudzie wychowując. Ja w ogóle podziwiam i uważam, że wszyscy ludzie z przeszłości od jaskiniowców począwszy powinni dostać medal za wytrwałość i odwagę, że tak dali radę w podłych warunkach, niebezpieczeństwie i do tego w ciemności informacyjnej, aż ludzkość jakoś się dokulała do XXI wieku. Ja bym tak nie umiała. Przeniesiona w czasie np. do IX wieku natychmiast padłabym ofiarą rozbójników, niedźwiedzi, monotonnych posiłków, przeciągów, brudu, braku przyjemności, samodziałowych sukienek. Tak więc jeszcze raz wielkie brawa! [oklaski]
Wyjechać na południe na zawsze… Wiem, że nie jest łatwo nagle zmienić otoczenie i swoje życie tym samym. Ale gdyby tak w jakiejś rodzinie dzieci osiedlały się stopniowo coraz bliżej równika… Powiedzmy, że zaczynając w Szczecinie, po 30 latach wyszliby z Polski do Czech i tak coraz niżej, niżej, to spokojnie po 100 latach jakiś praprawnuk dotarłby w końcu do Grecji.
Ach, nie o tym jednak jest ta zagwozdka. Tylko o pająkach. Bo gdy lato się kończy i jesień nagle wybucha, jakby czekała już od połowy sierpnia, żeby wykrzyknąć “Jestem!!!” i obsypać nas liściastym confetti, to pora wyciągnąć z szafy kozaki i botki. Po tym, jak przeleżały w ciemnicy przez kilka miesięcy, wyglądają zazwyczaj na nieco obrażone, czasem lekko nieswoje. Jednak bądź co bądź to starzy przyjaciele i niejedno czeka nas jeszcze razem. I tutaj mam zagwozdkę: a jeśli w czasie letnich dni do zapomnianych butów weszły pająki, zawędrowały do końca i w części na palce u nóg umościły sobie swoje przerażające domki? Nikt tam nie zagląda i nikt nie wie, że może paraduje na oblodzonych chodnikach wraz z pasażerami na gapę o jakich się nawet twórcom filmów o inwazji obcych nie śniło. Czy ktoś tam w ogóle kiedykolwiek sprawdza, jak się w czeluściach obuwniczych sprawy mają? Tak sobie myślę, że wystarczyłoby wsunąć umiejętnie telefon i zrobić zdjęcie, oczywiście z lampą błyskową (nie ma co się denerwować, pająk ma tyle oczu, że na pewno któreś wyjdą czerwone). Osobiście bałabym się spojrzeć na takie zdjęcie. A może zamiast odwłoka z nogami znajdę tam ucięty palec szewca? Brrr, po prostu brrr…

pajęczyna

Ptaki

Chodzi o jajka. Chciałabym zdobyć raz na zawsze wiedzę, czy z każdego jajka może wykluć się potencjalnie kurczak? Potencjalnie, czyli jeśli zostawimy go kurze do wysiadywania w cieple pod jej specjalnie do tego przeznaczonymi kurzymi udkami. Jeśli nie z każdego, to czym są te jajka, które kupujemy w sklepach i zjadamy na twardo, w jajecznicach, naleśnikach i ciastach? Czy to odpowiedniki naszych komórek jajowych, które pojawiają się raz w miesiącu? Kura znosi jajka zdecydowanie częściej. Pamiętam, jak zawsze z ekscytacją chodziłam do kurnika, żeby zabrać nowe dobrodziejstwa. Niby nic, a jednak pozostaje w pamięci na zawsze.
Wiele razy rozmawiałam o kwestii jajek z innymi dorosłymi poważnymi ludźmi i nikt jak dotąd nie był całkowicie pewien, jak to tam jest.
Podejrzewam, że znoszenie jajek to jedno z zadań życiowych kury. Jeśli się przypadkiem zdarzy, że gdzieś tam zakręci się kogut, to wtedy jest szansa, że jajko będzie zawierać malusieńkiego kurczaczka, kropka w kropkę niepodobnego na razie do rodziców. Czy kura wie, że w jajku jest zarodek? Czy też może zamiaruje każde jedno jajko wysiadywać, bo nie zna zasad swojego ciała? Jak długo ogrzewałaby takie “puste” jajko zanim pojęłaby, że eee, chyba nic z tego nie będzie? I czy zawsze do każdej kury musi być przypisany człowiek, żeby jej te jajka kolejne podbierać?

jajka

Anatomia

Dawno już zauważyłam, że zasady działania ludzi i komputerów (oraz innych nowoczesnych urządzeń) są podobne. Z drugiej strony natomiast świat zwierząt i roślin ma tak wiele z nami analogii. Ciekawe, czy dałoby się połączyć wszystkich jedną uniwersalną zasadą. Sama nie odważę się takiej zaproponować, bo boję się, że musiałoby tam paść słowo “energia”. Pewnie w świecie naukowym taka reguła podsumowująca od dawna istnieje, coś wspólnego dla np. Microsoft Office, pasikonika, żonkila i stewardesy.
Zagwozdkę mam związaną uszami. Chciałabym wiedzieć, jak to możliwe, że w tym zaawansowanym anatomicznie ciele ludzkim mamy po prostu dziury w głowie, żeby móc słyszeć. Wiem, że w środku znajduje się zaawansowany mechanizm typu trąbka Eustachiusza czy kowadełko i same dziury nie załatwiają sprawy, ale jednak… To są otwory. Jakieś to takie zacofane się wydaje. Że nie np. supercienkie błony przewodzące czy system mikrowłókien na powierzchni głowy. Gdyby tak przyjechały do nas ufoludki i trzeba było im opisać człowieka, to już widzę tę żenującą sytuację. Skomplikowane układy na czele z nerwowym, precyzja kręgosłupa, potencjał mięśni…

– No dobrze, a to? Te dziury?
– To uszy.
– Uszy?!… [przerażająca cisza; aż słychać, jak w kosmosie kręci się Ziemia] Hahahahahaha!!!…

Ciekawi mnie również, jak sprytnie mamy uformowane małżowiny, żeby można było spokojnie spać na boku, czy przytulać się do policzka męża. Kiedyś ukułam teorię, że w pradawnych czasach ludzie mieli jako uszy mięsiste kule. Okazało się to jednak mało praktyczne, bo mogli spać tylko na plecach, przytulać się jedynie czołami, a i czapka za bardzo odstawała. Do akcji wkroczyła więc ewolucja i nam te kule spłaszczyła, aby było wygodniej. Przy okazji ukształtowała je w formie muszli, bo akurat panowała moda na styl marynistyczny.

Kto to wie… Mogłabym chętnie ja 🙂

zakochani

 


 

Follow my blog on Follow on Bloglovin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.